AKTUALIA

Codzienne powtarzanie tych samych formuł i zbyt duża ilość wypowiadanych słów sprawia, że modlitwa staje się nudna. Do tego masz poczucie, że stoisz w miejscu, a wszystkie prośby są bez sensu. Dlaczego tak się dzieje? Dowiedz się, co robić w takiej sytuacji.


Przełożoną klasztoru w Crewe modlitwa najwyraźniej nudziła. Owa przełożona to główna, trochę przerysowana bohaterka powieści Muriel Spark Przeorysza z Crewe. Postać ta miała nie tylko kosztowne upodobania, ale również osobliwe podejście do modlitwy.

 

Kiedy razem z całą wspólnotą zbierała się na przewidziane regułą modlitwy psalmami po łacinie, przeorysza recytowała w duchu wersy angielskiej poezji. Faktycznie można czerpać z poezji wiele wartości. Mimo to rodzi się pytanie: Co się działo z przeoryszą, skoro psalmy nie były już dla niej strawą duchową, a przypuszczalnie były nią wcześniej? Czy codzienne modlitwy zaczynały ją nudzić?

 

W swej zachwycającej powieści o politycznych intrygach i fałszowaniu wyborów Muriel Spark nie zajmuje się tą kwestią. Jednak pytanie to zwraca uwagę na coś bardzo ważnego na drodze duchowej. Co mamy robić, kiedy sposób modlitwy, który kiedyś dawał nam dużo satysfakcji, był ożywczy i pełen żaru, teraz wydaje się nieciekawy, nudny, daremny i paraliżująco niezadowalający? To nie jest prosta sprawa.

więcej

Nie zawsze potrafimy modlić się w taki sposób, który nam się podoba i który nas pociąga. Św. Jan od Krzyża podpowiada jak modlić się, żeby zbudować silną relację z Bogiem.


Kiedy nasze życie modlitewne zaczyna ograniczać się do prostoty kontemplacji, jedną z pierwszych rzeczy, jaka się pojawia, jest stwierdzenie, że nie potrafimy się modlić w sposób, który nas pociąga i do którego jesteśmy przyzwyczajeni.

 

Święty Jan od Krzyża identyfikuje trzy znaki, które wskazują, że życie modlitewne jakiejś osoby zaczyna się upraszczać i przybierać formę kontemplacji.

 

1. "Pierwszym znakiem jest stan, w którym człowiek nie może już rozmyślać ani posługiwać się wyobraźnią. Nie ma w tym również upodobania, jak to było poprzednio, lecz raczej znajduje oschłość w tym, co pierwej zasilało zmysł i potęgowało upodobanie".

 

Słowem "rozmyślać" święty określa każdą formę modlitwy, która wymaga dużej ilości aktywności umysłowej, refleksji, odprawiania nabożeństw, wyobrażania sobie scen biblijnych, odmawiania ustalonych modlitw - wszystko, co wykonuje myślący umysł. Wcześniej te formy modlitwy w zasadniczy sposób przyczyniły się do zbudowania silnej relacji z Bogiem i stworzenia dobrych nawyków regularnej modlitwy, ale o ile przedtem podnosiły nas na duchu, teraz zaczynają nas przygniatać.

więcej
Pan Jezus mówi: "usta przemawiają z obfitości serca".Zapytajmy wprost. Czy przeklinanie to grzech?

Rzucanie mięsem, bluzgi, łacina podwórkowa. Jakbyśmy tego nie nazwali, wiemy o co chodzi i zdarzyło się każdemu z nas. Pora zadać sobie pytanie, czy to grzech? 

 

Czy ksiądz też przeklina? 

 

Chcę powiedzieć, mnie się zdarza czasem, nie za często. Uważam na to, bo wiecie, bardzo do mnie przemawia List św. Jakuba, który mówi o grzechach języka. I Jakub mówi, żeby nie lekceważyć grzechów języka, bo język jest niewielki, ale jest jak ster w okręcie. Okręt jest ogromny, ale mały ster nadaje mu kierunek. I grzechy języka nam się wydają niewielkie, ale one często decydują o tym, w którą stronę ten okręt - którym my jesteśmy - płynie.

 

Pan Jezus mówi: "usta przemawiają z obfitości serca". Więc cały ten obszar języka jest jednak obszarem ważnym. Ważnym. W "Hymnie o miłości" jest najpierw kwestia języka: "gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a nie miał miłości, nic mi nie pomoże".

 

Językiem możesz kogoś zbudować, językiem możesz kogoś zabić, językiem możesz kogoś zrujnować, zgorszyć, ale możesz go też pokrzepić. Język to jest ważna dziedzina.

 

Natomiast chcę powiedzieć, żeby się nie gorszyć tym, że księża czasem przeklinają, święcenia nie odbierają człowiekowi zdolności do grzechu. Słowo honoru. 

Zbawienie Boże nie pochodzi z rzeczy wielkich, z władzy czy pieniędzy, od ugrupowań duchownych czy politycznych, ale z rzeczy małych i prostych, które niekiedy budzą wręcz oburzenie. O tym mówił Franciszek w rozważaniu podczas Mszy św., którą odprawił w poniedziałek rano, 29 lutego, w kaplicy Domu św. Marty.

„Kościół przygotowuje nas do Wielkanocy i dziś zachęca nas do refleksji nad zbawieniem: jak my wyobrażamy sobie zbawienie, to zbawienie, którego wszyscy chcemy”, powiedział Franciszek. I właśnie historia „choroby Naamana”, o której opowiada Druga Księga Królewska (5, 1-15), „przybliża nas do faktu śmierci: a potem? W istocie, „kiedy pojawia się choroba, zawsze nasuwa nam tę myśl: zbawienie”. Ale, zapytał się Papież, „jak przychodzi to zbawienie? Jaka jest droga do zbawienia? Co Bóg objawia nam, chrześcijanom, na temat zbawienia?”.

Według Papieża, „kluczowym słowem do zrozumienia dzisiejszego przesłania Kościoła jest oburzenie”. Kiedy „Naaman, przybywszy do Elizeusza, prosi o uzdrowienie, Elizeusz posyła chłopca, by mu przekazał, żeby obmył się siedem razy w Jordanie. Rzecz prosta”. Być może właśnie dlatego „Naaman rozgniewał się” i zawołał: „Odbyłem taką podróż, z tyloma darami...”, tymczasem wszystko sprowadza się do zwykłej kąpieli w rzece. Poza wszystkim, dodaje Naaman, „mamy rzeki piękniejsze od tej”.

więcej

Niezrozumienie i nieakceptowanie miłosierdzia Bożego to niebezpieczeństwo, przed którym przestrzegł Franciszek, napominając, aby nie uważać z uporem i sztywnością za ważniejsze własnego głoszenia, własnych myśli i „całego szeregu przykazań, których przestrzeganie winienem nakazywać”. Podczas Mszy św. odprawionej we wtorek rano, 6 października, w kaplicy Domu św. Marty Papież zachęcał właśnie do posłuszeństwa woli Bożej, pozwolenia, by działało Jego miłosierdzie, a nie przeciwstawiania się mu.

„Parę dni temu, w dniu święta Aniołów Stróżów, snuliśmy rozważania nad posłuszeństwem Bogu, posłuszeństwem Duchowi Świętemu, które jest drogą świętości i życia chrześcijańskiego”, przypomniał Franciszek na początku homilii. Następnie, kontynuował, „przez te trzy dni – wczoraj, dzisiaj i jutro – liturgia zachęca nas do refleksji nad przeciwieństwem tego, czyli oporem wobec woli Bożej: nieczynieniem tego, czego Bóg chce, nieposłuszeństwem”.

A „postacią, która się sprzeciwia, jest prorok Jonasz”, powiedział Papież, zauważając, że on „był naprawdę uparty”. Czytania biblijne są zaczerpnięte właśnie z Księgi nazwanej jego imieniem. Jonasz, wyjaśnił Papież, „miał swoje pomysły, własne przemyślenia, i nikt – nawet Bóg! – nie mógł skłonić go do ich zmiany”. We „wczorajszej liturgii była mowa o tym, jak Pan posłał go do Niniwy, żeby głosił, nawołując do nawrócenia Niniwy, a on udał się w przeciwnym kierunku, w stronę Hiszpanii”. Później doszło do „rozbicia statku i całej tej historii, którą znamy” (1, 1-2, 1.11).

więcej

„Mów, Panie, bo słucham” – Papież zasugerował, by tymi prostymi słowami Samuela zwracać się do Boga, „kiedy mamy jakąś wątpliwość, kiedy nie wiemy lub kiedy po prostu chcemy się modlić”. Te słowa są również antidotum, broniącym nas przed uleganiem pokusie stawiania oporu Duchowi. W czasie Mszy św. odprawionej w czwartek rano, 14 kwietnia, w kaplicy Domu św. Marty Franciszek zalecał, aby nie bać się, kiedy Duch Święty działa i zaburza nasze plany. Bowiem właśnie radość, a z pewnością nie „wierność literze” cechuje życie chrześcijan poddających się działaniu Ducha.

„Główną postacią liturgii słowa, pierwszego czytania, którego wysłuchaliśmy”, zauważył na początku Franciszek, odnosząc się do fragmentu Dziejów Apostolskich (8, 26-40), jest właśnie „Duch Święty”. A nie Filip czy eunuch etiopski, dworzanin królowej. Zresztą, dodał, „także w czytaniach, które Kościół przedstawiał nam w tych dniach, widać wyraźnie, że to Duch, jest Tym, który działa, to Duch sprawia, że rodzi się i wzrasta Kościół, i to jest dzieło Ducha”.

„W minionych dniach – stwierdził Papież – Kościół ukazał nam dramat przeciwstawiania się Duchowi: serca zamknięte, twarde, nierozumne, które stawiają opór Duchowi”. I tak były osoby, które pomimo iż widziały „rzeczy – uzdrowienie chromego, którego dokonali Piotr i Jan przy Bramie Pięknej świątyni; słowa i wielkie rzeczy, jakie czynił Szczepan – pozostały zamknięte na te znaki Ducha i stawiały opór Duchowi”. Co więcej: wręcz „próbowały usprawiedliwiać ten opór rzekomą wiernością Prawu, to znaczy literze Prawa”.

więcej

Publikujemy tłumaczenie na język polski z białoruskiego wywiadu biskupa grodzieńskiego Aleksandra Kaszkiewicza, którego udzielił portalowi Catholic.by z okazji 25-lecia erygowania przez papieża Jana Pawła II 13 kwietnia 1991 roku Diecezji Grodzieńskiej.

Z Ekscelencją księdzem biskupem Aleksandrem Kaszkiewiczem w siedzibie biskupa grodzieńskiego – kurii diecezjalnej w Grodnie – rozmawiał reporter portalu Catholic.by Ilja Łapato. We wstępie do wywiadu zaznaczył, że już teraz po kurii można oprowadzać wycieczki turystyczne, gdyż oprowadzający reportera po swojej siedzibie biskup grodzieński zna tutaj każdy zakątek, z którym wiąże się ciekawe wspomnienie z ćwierćwiecza funkcjonowania Diecezji Grodzieńskie, którymi Ekscelencja podzielił się w wywiadzie:

Biskup i historia

 

Wasza Ekscelencjo, co odczuwaliście 25 lat temu, kiedy dowiedzieliście się o wyznaczeniu na biskupa grodzieńskiego i o tym, że powinniście stworzyć nową diecezję?

– Uczucia miałem mieszane. Z jednej strony powołanie nowej diecezji dawało nadzieję na odrodzenie się Kościoła na Białorusi. Z innej zaś strony zasmucał wyjazd arcybiskupa Tadeusza Kondrusiewicza, bo akurat w tym czasie został on oddelegowany przez Ojca Świętego do pracy w Rosji.
Denerwowałem się też z powodu wątpliwości, czy poradzę sobie z nowymi, bardzo złożonymi i odpowiedzialnymi wyzwaniami.

Wraz ze mną nominację biskupią otrzymał przyszły kardynał, 77-letni Kazimierz Świątek. Pamiętam, jak on zwrócił się wówczas do mnie w sprawie biskupiego herbu: zapytał, co sądzę o tym, żeby wziął do herbu słowa „Mater Misericordiae” (Matka Miłosierdzia).

Pracowałem wówczas w Wilnie, którego patronką jest Ostrobramska Matka Boża Miłosierdzia.

Oczywiście, bardzo się ucieszyłem, że mianowicie słowa „Matka Miłosierdzia” staną się mottem biskupa Kazimierza, który został pierwszym Metropolitą nowo powołanej Metropolii Mińsko-Mohylewskiej i administratorem apostolskim Diecezji Pińskiej.

więcej
S. Michaela Rak: Chcemy położyć akcent na wspieranie dzieci

Hospicjum im. bł. ks. Michała Sopoćki chce rozwijać swą działalność. W planach jest dobudowanie kolejnego skrzydła, w którym mieściłoby się hospicjum dla dzieci.

„Chcemy położyć akcent na wspieranie dzieci z chorobą nowotworową. O to byliśmy proszeni przez Oddział Onkologii Dziecięcej w Santaryszkach. Inicjatywa przyszła z zewnątrz” – poinformowała zw.lt s. Michaela Rak dyrektorka i założycielka wileńskiego hospicjum.

Kiermasz Mam

W dniach 14-17 kwietnia w Parku Biznesowym w Gariunach w Wilnie odbędzie się Mamų mugė Kiermasz Mam). W tym roku będzie to kiermasz wyjątkowy, bowiem część środków zostanie przeznaczonych na założenie Hospicjum dla dzieci chorych na raka. Kiermasz odwiedza każdego roku ponad 15 tysięcy osób.

„Chciałbym bardzo podziękować kiermaszowi Mamų mugė, ponieważ te środki będą przeznaczone na rzecz hospicjum. Szczególnie potrzebne są środki dla hospicjum dziecięcego“ – powiedział  zw.lt anestezjolog hospicjum Ronald Łukaszewicz .

Misja: Opieka nad dziećmi

Siostra podkreśliła jednak, że hospicjum od samego początku opiekuje się chorymi dziećmi. „Odkąd hospicjum istnieje w naszą misję jest wpisana opieka nad dorosłymi i dziećmi. Tak jak hospicjum wrasta tam gdzieś w naszą codzienność ziemi wileńskiej i litewskiej, tak samo informacja o tym, że jesteśmy gotowi do wspierania chorych dzieci i ich rodzin też powoli dochodzi do ludzi“ – powiedziała dyrektorka placówki.

„Jest zasadą, że chore dziecko ma być w domu, ale powinno mieć 100 proc. opiekę hospicyjną w swoim środowisku rodzinnym. Są jednak sytuacje, kiedy dziecko musi być na oddziale stacjonarnym. Dzieci muszą wówczas mieć swój własny pokój z zabawkami. Dlatego powstała inicjatywa rozbudowy hospicjum. Terytorialnie to jest możliwe, bo na naszej nieruchomości są jeszcze pozostałości dawnego budownictwa powięziennego. Tam są garaże. Chcemy pozbyć się tych garaży i dobudować skrzydło, które byłoby bazą dla hospicjum domowego stricte dziecięcego. Chcemy przygotować 2-3 pokoje na sytuacje nadzwyczajne, kiedy dziecko ma być na oddziale stacjonarnym. To nasze kolejne wyzwanie“ – wyjaśniła s. Rak.

W ciągu najbliższych miesięcy będzie rozpracowywany projekt rozbudowy hospicjum. Obecnie w hospicjum pracuje 40 pracowników etatowych oraz 110 wolontariusze. „Woluntariuszami w dużej mierze są osoby młode. To są studenci, uczniowie gimnazjów, ale są również osoby dojrzałe. Są to przedstawiciele różnych zawodów“ – poinformowała s. Michaela Rak.

Papież w adhortacji o komunikacji ze zmarłymi

Papież poświęcił część swojej najnowszej adhortacji "sposobom komunikowania się z bliskimi, którzy zmarli". 

 

257. Jednym ze sposobów komunikowania się z bliskimi, którzy zmarli jestmodlitwa za nich. Biblia mówi, że "modlitwa za zmarłych" jest "myślą świętą i pobożną" (2 Mch 12, 44-45). Modlitwa za zmarłych "nie tylko może im pomóc, lecz także sprawia, że staje się skuteczne ich wstawiennictwo za nami". Apokalipsa przedstawia męczenników wstawiających się za tymi, którzy cierpią niesprawiedliwość na ziemi (por. Ap 6, 9-11), w solidarności z tym pielgrzymującym światem. Niektórzy święci, przed śmiercią, pocieszali swoich bliskich, obiecując im, że będą blisko, aby im pomagać. Św. Teresa z Lisieux obiecywała, że będzie nadal czynić dobro z Nieba. Św. Dominik twierdził, że "będzie bardziej użyteczny po śmierci [...] będzie skuteczniej pomagał niż za życia". Są to więzy miłości, bo "łączność pielgrzymów z braćmi, którzy zasnęli w pokoju Chrystusowym, bynajmniej nie ustaje, przeciwnie, [...] umacnia się jeszcze dzięki wzajemnemu udzielaniu sobie dóbr duchowych".

258. Jeśli zaakceptujemy śmierć, to możemy się na nią przygotować. Drogą jest wzrastanie w miłości wobec tych, którzy podążają wraz z nami, aż do dnia, w którym "śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu" (Ap 21, 4). W ten sposób przygotujemy się także na spotkanie naszych bliskich, którzy zmarli. Tak jak Jezus dał matce syna, który zmarł (por. Łk 7, 15), to samo uczyni z nami. Nie marnujmy energii zatrzymując się przez całe lata w przeszłości. Im lepiej żyjemy na tej ziemi, tym więcej szczęścia będziemy mogli dzielić z naszymi najbliższymi w niebie. Im bardziej uda się nam dojrzeć i rozwinąć się, tym więcej pięknych rzeczy będziemy mogli wnieść na niebiańską ucztę.

Eksperci o adhortacji: ten wymiar miłości to dar Boży

- Dzięki słowom papieża ponownie delektujemy się pięknem tego, że jesteśmy rodzicami - powiedzieli Francesco Miano i jego żonaGiuseppina De Simone, prezentując nową adhortację apostolską Franciszka "Amoris laetitia" na konferencji prasowej w Watykanie. 

Prof. Francesco Miano, wykładowca filozofii moralnej na rzymskim Uniwersytecie Studiów Tor Vergata i prof. Giuseppina De Simone in Miano, filozofka z Wydziału Teologicznego Włoch Południowych w Neapolu - byli oni ekspertami na XIV Zwyczajnym Zgromadzeniu Ogólnym Synodu Biskupów nt. rodziny w październiku 2015 r.
 
Ich zdaniem adhortacja jest głosem Kościoła, który nie tyle "wchodzi na katedrę", ile "wychodzi na ulice i zamierza pozostać tam do końca". Dzięki temu może "stać się nauczycielką, która pomaga wyjaśnić i za każdym razem odnaleźć sens postępowania". 
 
W centrum adhortacji jest małżeństwo jako "dynamiczny proces", jako wyzwanie, które "wymaga walki i odrodzenia, osobistego zaangażowania i zaczynania ciągle od nowa, aż do śmierci".
 
Wśród nowości dokumentu zauważają fakt, że Franciszek kładzie akcent na uczucia i erotyczny wymiar miłości, który nie jest "dopuszczonym złem" ani też "ciężarem do dźwigania", ale stanowi "dar Boży, który czyni pięknym spotkanie małżonków".