AKTUALIA

• MSZ wzmacnia konsulaty, by Światowych Dni Młodzieży nie wykorzystywano jako pretekstu do dostania się na teren UE 
• Wedle szacunków 40-50 tys. osób z wizami Schengen przyjedzie do Polski 
• Wnioski wizowe z państw Bliskiego Wschodu i Afryki mają być prześwietlane szczególnie mocno 

 

Ministerstwo Spraw Zagranicznych wzmacnia placówki konsularne przed Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie. Powód? Wedle szacunków kilkadziesiąt tysięcy osób z wizami Schengen może przyjechać do Polski na mszę z Franciszkiem. MSZ i Kościół chcą minimalizować ryzyko, że część z nich pod pretekstem mszy z papieżem Franciszkiem zechce dostać się do Unii Europejskiej już na stałe. 

Na Światowe Din Młodzieży (25-31 lipca), które w tym roku odbędą się w Krakowie, może przybyć 2-3 miliony osób z całego świata. Kilka procent pielgrzymów musi się wcześniej zaopatrzyć w wizy Schengen, które wydawane będą głównie przez polskie placówki konsularne - a jest ich na świecie 122. Obciążeniem dla nich jest także to, że wnioski wizowe będą spływać i będą rozpatrywane na przestrzeni raptem 2-3 miesięcy. Wedle szacunków polskiego MSZ będzie trzeba wydać kilkadziesiąt tysięcy wiz. 

Organizatorzy ŚDM przewidują, że w Krakowie będzie mniej więcej tyle osób z wizami Schengen, co podczas edycji w Madrycie - ponad 40 tys. osób. Jak mówi rzeczniczka ŚDM, najwięcej osób z wizami będzie z krajów wschodnich (głównie Ukrainy) i z państw afrykańskich. 

więcej
Zgorszenie i świadectwo

Co jakiś czas zdarza się, że ktoś, kto ma być dla nas świadectwem, dopuści się jakiegoś przestępstwa, popełni coś złego. Słyszymy, że jakiś ksiądz nie jest wierny swojemu powołaniu i na przykład łamie celibat, albo dopuszcza się molestowania seksualnego...

 

Pomyśl, jak wtedy reagujesz? Co myślisz o tej osobie? Na pewno pojawi się oburzenie - i słusznie! Jednak nieraz wiąże się z tym również takie myślenie: skoro ktoś na świeczniku, ktoś od kogo oczekujemy, że będzie dla innych autorytetem, nie dorasta do swoich własnych słów, to również ja sam mam prawo mniej od siebie wymagać...


Zobaczmy, co na ten temat mówi nam Jezus. Krytykuje wielu z tych, którzy w Jego czasach byli religijną elitą, uczonych w Piśmie i faryzeuszów. Jednak nie zarzuca im tego, że głoszą coś niewłaściwego, ale to, że sami według tego nie żyją. "Czyńcie i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie" (Mt 23,3). Tymczasem nieraz kuszeni jesteśmy do czegoś wręcz przeciwnego: widząc księdza, który czyni coś złego, mimo, że głosi z ambony dobro, mówimy sobie: dlaczego miałbym go słuchać? A skoro nawet ksiądz takie rzeczy robi, to tym bardziej ja mogę sobie na pewne rzeczy pozwolić.


To prawda, że grzech księdza jest większym zgorszeniem. "Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie" (Łk 12,48). Ale dlaczego mamy zwracać uwagę bardziej na kiepskich księży, niż na dobrych? Ci, którzy są zgorszeniem to margines - nie ma ich aż tak wielu, chociaż zło jest krzykliwe. Fakt, że nie ma też bardzo wielu księży, którzy dają mocne świadectwo świętości. Większość to tacy, którzy są gdzieś pośrodku. Gdyby mnie ktoś zapytał, jakich księży - dobrych czy złych - jest więcej, odpowiedziałbym zdaniem, które gdzieś przeczytałem: "Przyjmuję, że jednych i drugich jest po równo i to ode mnie zależy, których będzie więcej."


Gdzie szukamy inspiracji? Gdzie szukamy autorytetów? Czy w ogóle ich szukamy? Czy możesz uczciwie powiedzieć, że w całej twojej okolicy nie ma żadnego księdza, który mógłby być dla ciebie świadectwem? Czy szukasz takich osób, które byłyby dla ciebie największą inspiracją i wsparciem w twojej wierze i życiowych wyborach? Można oczywiście wychodzić z założenia "skoro nawet księża…", ale trzeba by zmodyfikować to powiedzenie: "Skoro nawet niektórzy księża starają się o to, żeby pójść do piekła, to ja też mam prawo do tego samego." Oczywiście - masz prawo… Ja jednak wolę szukać takich wzorców, które pomogą mi dojść do świętości.

Co jest lekarstwem na malkontenctwo?

Istnieje w języku polskim słowo, które zapożyczyliśmy z francuskiego, ale które wyraża postawę wielu Polaków. "Malkontent": "mal" to zło, "content" oznacza "zadowolony".

 

Chodzi o takiego człowieka, który czerpie perwersyjną przyjemność z tego, że coś poszło źle. Sprawia mu przedziwną satysfakcję, kiedy wobec czyjegoś niepowodzenia może powiedzieć: "a nie mówiłem!" Każdy powód jest dobry. Że przegrała polska reprezentacja. Że sąsiad stracił pracę. Że rząd podjął kiepską decyzję. Że córka nie dostała się na studia. Że w ogóle na świecie dzieje się coraz gorzej.


Malkontent nie znosi, kiedy ktoś psuje mu jego ulubioną zabawę w narzekanie. Ci, którzy nie widzą, jak "wszędzie jest źle", patrzą na świat "przez różowe okulary". Ci, którzy dostrzegają cokolwiek dobrego w innych ludziach, są kompletnie "oderwani od rzeczywistości". Jedynie w sobie samym widzi taki człowiek ostatnią ostoję rozsądku i realizmu: "Gdyby tylko wszyscy chcieli mnie słuchać i przyznali mi racje, jak jest beznadziejnie!"


Malkontenctwo to ciężka i zaraźliwa choroba ducha. Trudno się z niej wyleczyć, bo nosiciele zdradliwego wirusa uważają się za zdrowych, często - za jedynych zdrowych. Niestety, nie omija ona również chrześcijan, choć stoi w ewidentnej sprzeczności z tym, czego nauczał Jezus. Co więcej, niektórzy z zarażonych usiłują nawet twierdzić, że ich postawa wynika właśnie z chrześcijańskiej wiary. "Trzeba przecież napiętnować zło. Trzeba nazwać rzeczy po imieniu, bo ‘prawda nas wyzwoli’".


Tymczasem jedynie Chrystus jest Prawdą, która może nam przynieść wyzwolenie. A On, owszem, odrzuca grzech, ale nigdy grzesznika. Co więcej, kiedy dotyka naszych słabości i upadków, to zawsze w taki sposób, żeby przywrócić nam nadzieję. Właśnie nadziei brakuje malkontentom.


Ten, kto narzeka, nie potrafi zwykle pokazać żadnego konstruktywnego rozwiązania i nawet go nie szuka. To już przecież nie jego rola - wystarczy, że pokazał innym, że coś jest nie tak. A skoro ci inni nie potrafią lub nie chcą nic zmienić, to już nie jego problem. Choć w sumie to problem miałby dopiero wtedy, kiedy ktoś inny znalazłby rozwiązanie: trzeba wtedy szukać nowego powodu do narzekania.


Co jest lekarstwem na malkontenctwo? Postawa wdzięczności, której fundament budujemy w codziennej modlitwie dziękczynienia. To w niej właśnie odkrywamy, że każdego dnia mamy powód do zadowolenia - z czegoś dobrego, a nie złego. Nie oznacza to, że nie widzimy problemów, czy też zamiatamy je pod dywan. Jednak dostrzeganie tego, co dobre, daje nam energię również do przezwyciężania wszelkich trudności. Pamiętajmy zatem, by zażywać to lekarstwo co najmniej raz dziennie - nie dopiero wtedy, kiedy narzekanie stanie się w naszym życiu stanem

Postrzegano go nawet jako wroga ruchu charyzmatycznego. Wszystko zmieniło się po kongresie Odnowy w Duchu Świętym w Kansas City. Jego przyjaciele mówili: Wysłaliśmy do Stanów Zjednoczonych Szawła, a wrócił Paweł...

 

O swoim spotkaniu z Odnową w Duchu Świętym opowiada o. Raniero Cantalamessa OFMCap, kaznodzieja papieski.

 

Profesorskie dylematy


Byłem już profesorem Uniwersytetu Katolickiego w Mediolanie, kiedy usłyszałem o nowym zjawisku w Kościele - Odnowie w Duchu Świętym, która wtedy zaczynała swoją działalność we Włoszech. Pewna pani, której byłem kierownikiem duchowym, przywiozła tę wiadomość z rekolekcji: - Spotkałam niezwykłych ludzi, modlą się, klaszczą, są pełni radości, mówią także o cudach, które wśród nich się zdarzają.

 

Jako mądry kapłan, bardzo przywiązany do tradycyjnych form duszpasterstwa, powiedziałem jej wówczas: - Więcej już nie pojedziesz na takie rekolekcje! Była posłuszna, jednakże nie przestawała zapraszać mnie na spotkania Odnowy i przekonywać o jej wartości.

 

W końcu poszedłem do tej wspólnoty jako bardzo krytycznie nastawiony obserwator. Moje kapłańskie powołanie zostało ukształtowane przed II Soborem Watykańskim, miałem więc ambiwalentny stosunek do tego, co zaczynało dziać się wtedy w Kościele. Obawiałem się, że może to być nie do końca zdrowe. Mój sceptycyzm spostrzegli animatorzy grup i po cichu odradzali swoim podopiecznym spowiedź u mnie, ponieważ byłem postrzegany jako wróg Odnowy.

 

Mimo to kilka osób porosiło mnie o spowiedź. Słuchanie ich wyznań zrobiło na mnie ogromne wrażenie, bo nigdy wcześniej nie widziałem tak głębokiego żalu za grzechy i ducha pokuty sprawowanej w czystości serca. Podczas wyznania grzechów wydawało mi się, że kamienie spadają z ich dusz, a na końcu pojawiała się radość i łzy. Na taki widok musiałem przyznać: - Tu działa Duch Święty!

 

Właśnie to obiecywał Jezus, mówiąc o zesłaniu Ducha Świętego: - Kiedy przyjdzie Paraklet, Pocieszyciel, przekona świat o grzechu. Ci ludzie naprawdę byli przekonani o grzechu! W tym niecodziennym przypadku sakramentu pokuty dostrzegłem, jaka jest rola Ducha Świętego w Kościele: chodzi o ożywienie wszystkich sakramentów, aby uczynić z nich żywe doświadczenie.

 

Zacząłem coraz bardziej interesować się ruchem Odnowy w Duchu Świętym. Ponieważ wykładałem historię wczesnego chrześcijaństwa, przygotowałem kurs o początkach Kościoła. Wiedziałem bowiem, że niektóre zjawiska, które obserwowałem w Odnowie, zdarzały się także w pierwszej wspólnocie chrześcijańskiej. Mimo to mój krytycyzm wobec tej wspólnoty nie osłabł, a jednak wciąż byłem zapraszany, bym dla niej nauczał.

 

Raniero Cantalamessa - kapucyn, doktor teologii i literatury klasycznej. Zrezygnował z pracy naukowej i poświęcił się głoszeniu słowa jako wędrowny kaznodzieja. W 1980 roku otrzymał nominację na kaznodzieję Domu Papieskiego, którą pełni do dziś. Przez wiele lat prowadził własny program ewangelizacyjny we włoskiej telewizji RAI. Jego kazania ukazują się drukiem, także po polsku.

więcej
Kongres w Wilnie – odkryć przesłanie Bożego Miłosierdzia

Aż trudno sobie wyobrazić, co by się stało z przekazanym przez Pana Jezusa siostrze Faustynie Kowalskiej przesłaniem Bożego Miłosierdzia, gdyby nie osoba Jana Pawła II. To on, już na samym początku swojego pontyfikatu, zwrócił uwagę na fakt, iż tajemnica Bożego Miłosierdzia stanowi istotę Dobrej Nowiny. Jego encyklika „Dives in Misericordia” stała się swoistym manifestem jego posługi na tronie Piotrowym, a zarazem otworzyła drogę do beatyfikacji oraz kanonizacji wspomnianej już zakonnicy ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia.

Jan Paweł II wprowadził Kościół w nowe tysiąclecie zawierzając świat Bożemu Miłosierdziu. Kiedy odchodził do domu Ojca dwóch kardynałów Christoph Schönborn oraz Audrys Juozas Bačkis postanowiło zatroszczyć się, by przesłanie Jana Pawła II nie przeminęło wraz z Jego śmiercią. Tak zrodziła się idea kongresów Bożego Miłosierdzia. Pierwszy z nich został zorganizowany w roku 2008 w Rzymie. W kolejnych latach odbyły się zarówno kongresy światowe, jak i kontynentalne oraz regionalne. Wszystkim im przyświecał jeden cel – pomóc ludziom odkryć głębię przesłania Bożego Miłosierdzia.

Decyzją biskupów Litwy w przeżywanym Roku Miłosierdzia w dniach 6-8 maja 2016 odbędzie się w Wilnie Krajowy Kongres Bożego Miłosierdzia. Ma on pomóc wiernym Kościoła na Litwie odkryć przesłanie Bożego Miłosierdzia. Trzydniowy program został ułożony tak, aby każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Oficjalnie otwarcie Kongresu nastąpi w piątek, 6 maja, podczas Mszy św. w katedrze. Pierwszy dzień to czas ewangelizacji. W różnych kościołach Starego Miasta będą miały miejsca inicjatywy mające na cele obudzenie wiary. Sobotnie przedpołudnie to czas na skupienie oraz pogłębienie wiedzy na temat Bożego Miłosierdzia. O godz. 15:00 wszyscy uczestnicy zbiorą się na placu Katedralnym, by pod obrazem Jezusa Miłosiernego wspólnie modlić się koronką do Bożego Miłosierdzia – modlitwą, jaką tutaj, w Wilnie, podyktował nam sam Pan Jezus. Potem będzie czas na skorzystanie z sakramentu pojednania, by móc wspólnie w pełni uczestniczyć w Ofierze Eucharystycznej. Po niej koncert. Gwiazdą wieczoru, jeśli tak można powiedzieć, będzie siostra Cristina Scuccia, zwyciężczyni włoskiej edycji programu „The voice of Italy” w roku 2014. Koncert zakończy się około 22:30. Dla wytrwałych będzie możliwość adoracji Najświętszego Sakramentu oraz kontemplacji obrazu Jezusa Miłosiernego.

Niedziela to kulminacja Kongresu. Wszyscy uczestnicy będą zaproszeni do publicznego świadectwa wiary. O godzinie 11:00 przed gmachem Sejmu RL rozpocznie się procesja z oryginalnym obrazem Jezusa Miłosiernego do katedry wileńskiej. Msza św. na placu Katedralnym będzie stanowić zakończenie centralnego wydarzenia obchodów Roku Miłosierdzia na Litwie.

Na koniec należy wspomnieć, że wraz z wiernymi z Litwy podczas Kongresu Miłosierdzia będzie modlić się legat papieski kardynał Pietro Parolin, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, czyli pierwsza osoba po papieżu w Watykanie. To on będzie przewodniczył niedzielnej Mszy św. oraz skieruje do wiernych swoje słowo.

Już dzisiaj zapraszamy do uczestnictwa wszystkich wiernych. W tym celu potrzebna jest rejestracja, której można dokonać na stronie www.kongresas.lt. Poza tym szczególnie zachęcamy do włączenia się w dzieło pomocy organizacji tego wyjątkowego przedsięwzięcia. Młodzi jako wolontariusze mogą wznieść swój entuzjazm i radość. Pozostali, przyjmując pod swój dach pielgrzymów z innych części Litwy, będą mieli okazję do posmakowania, czym jest miłosierdzie w praktyce. Wszystkich nakłaniam do modlitwy, aby Kongres przyniósł wielkie duchowe owoce.

Zachęcam do regularnego śledzenia informacji na temat Kongresu, a w razie pytań o kontakt z organizatorami.

Ks. Mariusz Marszałek
Koordynator Roku Miłosierdzia w Archidiecezji Wileńskiej

Przypominam wszystkim – w języku polskim nazwiska należy odmieniać.
- Panie profesorze, dlaczego ludzie nie chcą odmieniać nazwisk?
- Krąży jakaś fałszywa opinia, że w tekstach oficjalnych nazwisk się nie odmienia. Bo w życiu codziennym, w mowie żywej nie jest źle. Ludzie chodzą do Nowaka, przyglądają się Nowakowi, podchodzą do Widery, Pietraszki i Widerze albo Pietraszce coś dają. Ale jak teraz trzeba temu Nowakowi, Widerze albo Pietraszce dać dyplom, nagle następuje jakieś zdumiewające usztywnienie postaw gramatycznych i dyplom uznania jest "dla Jana Nowak”. Ja to widzę na dyplomach, ja to widzę w dedykacjach uczniowskich, ja to widzę i słyszę w intencjach mszalnych!
- W kościele na każdej mszy odczytywane są nazwiska w intencjach, z reguły nieodmienione.
- Ja kiedyś usłyszałem, że to jest msza koncelebrowana: jedna intencja w 10. rocznicę śmierci Jana Kowalczyka, a druga w 5. rocznicę śmierci Stanisława Pawełczyk. Ja wiem, skąd się to wzięło. Rodzina tego pierwszego na kartce z intencją po ludzku to nazwisko odmieniła, druga podyktowała proboszczowi formę nieodmienioną.
- Proboszcz mógł poprawić na ambonie, ale zazwyczaj nazwiska w intencjach są nieodmienione.
- Ja się raz na kolędzie zapytałem księdza, dlaczego to tak wygląda w kościele. Proboszcz mi odpowiedział, że ludzie się obrażają, jak nazwiska są odmienione. No, ja tego pojąć nie mogę!
- Nazwisk nie odmieniają także niektórzy nauczyciele.
- W zeszłym tygodniu dowiedziałem się, jak to jedna nauczycielka powiedziała, że nie należy odmieniać nazwisk znaczących. Trudno mi było zachować spokój, bo nie ma ani jednego nazwiska etymologicznie nieznaczącego! I Miodek, i Nossol, i Bednorz, i Tkocz, i Kowalski, i Potocki to są nazwiska znaczące. Etymologia niektórych nazwisk może być co najwyżej zatarta, ale ono na pewno coś znaczyło.
- A nazwiska obce?
- Też się odmieniają, zwłaszcza te, które takiej prostej odmianie podlegają: Smith-Smitha-Smithowi, Kennedy-Kennedy'ego-Kennedy'emu, Chirac-Chiraca-Chiracowi itd.
- Pisaliśmy o jubileuszach złotych godów. Jeden z Czytelników zapytał mnie, czy pytałem pary małżeńskie o zgodę na odmienianie ich nazwisk.
- Mój Boże kochany! Wiadomo, że jest 50-lecie małżeństwa państwa Nowaków, chociaż oczywiście 95 procent ludzi napisze w oficjalnym tekście, że to złote gody "państwa Nowak”. To jest błąd!
- Ale największy kłopot jest w tym, że wiele osób nie życzy sobie odmieniania ich nazwiska.
- Genialny matematyk i świetny aforysta Hugo Steinhaus powiedział takim, którzy nie życzyli sobie odmieniania ich nazwiska: "Pan jest właścicielem swojego nazwiska tylko w mianowniku liczby pojedynczej. Pozostałymi przypadkami rządzi gramatyka!”. To tak samo, jakbym ja zażyczył sobie, że w telewizji ma być plansza "Był to program pana Miodek”. To jest przecież nonsensowna prośba!
Przypominam wszystkim – w języku polskim nazwiska należy odmieniać.

Szanowne Panie i Panowie

 

Jest dla mnie poruszającym doświadczeniem stanąć raz jeszcze na tej katedrze uniwersyteckiej, by wygłosić wykład. Myślę o latach wstecz, gdy po miłym okresie w Freisinger Hochschule, zacząłem uczyć na uniwersytecie bońskim. Było to w roku 1959, w dniach starego uniwersytetu, który składał się z normalnych profesorów. Rozmaite katedry nie miały ani asystentów, ani sekretarek, zamiast tego było jednak wiele bezpośredniego kontaktu ze studentami, a zwłaszcza pomiędzy poszczególnymi profesorami. Spotykaliśmy się przed i po wykładach w pokojach nauczycielskich. Zachodziła ożywiona wymiana zdań pomiędzy historykami, filozofami, filologami i, oczywiście, pomiędzy dwoma wydziałami teologicznymi. Raz w semestrze był diesacademicus, gdy profesorowie z każdego wydziału pojawiali się przed studentami całego uniwersytetu, umożliwiając prawdziwe doświadczenie universitas: rzeczywistości, w której, pomimo naszej specjalizacji, utrudniającej czasem wzajemną komunikację, składaliśmy się na całość, pracując we wszystkim na podstawach jednej racjonalności z jej różnymi aspektami i współdzieląc odpowiedzialność za właściwe posługiwanie się rozumem — ta rzeczywistość stała się żywym doświadczeniem. Uniwersytet był także dumny ze swych dwóch wydziałów teologicznych. Było jasne, że dociekając racjonalności wiary, wykonywały one także pracę, która z konieczności jest częścią „całości” universitas scientiarum, nawet jeśli nie każdy mógł mieć udział w wierze, którą teologowie starali się skorelować z rozumem jako całość. To głębokie poczucie spójności wewnątrz świata rozumu nie było zakłócone, nawet gdy kiedyś doniesiono, że jeden z kolegów powiedział coś dziwnego o naszym uniwersytecie: że ma dwa wydziały poświęcone czemuś, co nie istnieje: Bogu. To, że nawet wobec tak radykalnego sceptycyzmu nadal konieczne jest i rozsądne podnoszenie kwestii Boga poprzez posługiwanie się rozumem i czynienie tego w kontekście tradycji wiary chrześcijańskiej: wewnątrz uniwersytetu jako całości, było to akceptowane bez pytania.

więcej

Słyszysz diagnozę. Nagle twoje życie rozpada się na kawałeczki. Cierpienie, niemoc, ból, w końcu bunt. Czy modlić się o uzdrowienie? - posłuchaj jezuity, który przez kilkadziesiąt lat był całkowicie sparaliżowany.

 

Józef Augustyn SJ: Często spotykam się z ludźmi młodymi, zdrowymi. Wydawałoby się, że mają oni wielkie perspektywy życiowe oraz wszelkie atuty, aby cieszyć się życiem, a jednak nierzadko ogarnia ich zniechęcenie czy nawet depresja. Tymczasem przebywając i rozmawiając z tobą w ciągu tych kilku dni, pomimo wielkiego cierpienia, jakie dźwigasz, widzę, że cieszysz się życiem, a nawet wręcz go smakujesz.

 

Jerzy Zakrzewski SJ: Sądzę, że przede wszystkim jest to dar łaski Bożej, bo człowiek sam w sobie nie wypracuje wszystkiego, a nawet jeśli chodzi o życie duchowe, to zawsze jest więcej brania niż dawania. Myślę, że moja droga, prowadząca przez cierpienie, niewiele się różni od dróg innych osób. Każdy z nas stając się inwalidą, rozpoczyna swą drogę od okresu buntu. Znamienne, że w tym właśnie momencie człowiek zaczyna dialogować. Nie ze swoim otoczeniem, rodzicami czy najbliższymi - tak naprawdę ten istotny, głęboki dialog odbywa się między Bogiem a człowiekiem. Dialog ten, choć z początku wydaje się bezimienny, w rzeczywistości ma ściśle określonego rozmówcę, a jest nim Bóg. Człowiek jest przekonany, że Bóg go skrzywdził stawiając na tej właśnie drodze. Sądzę, że również dla księdza przyjęcie życia naznaczonego całkowitą niemocą fizyczną, a przede wszystkim przyjęcie tego, że aby w ogóle egzystować, musi on codziennie angażować wokół siebie wielu ludzi, też jest bardzo trudne. I tu rozpoczyna się droga buntu, niechęci, niemożliwości pogodzenia się z tym, co nas spotkało. A objawia się to w nieustannym pytaniu: "Dlaczego ja? Dlaczego to właśnie ja?".

więcej

W kontekście wydarzeń ostatnich dni, skandalicznego spotkania ONR-owców w białostockiej katedrze oraz kolejnych fundamentalistycznych przemówień ks. Jacka Międlara przypominamy, co o skrajnym nacjonalizmie mówili papieże.

 

Tylko płytkie umysły mogą popaść w ten błąd

 

Czuwajcie, Czcigodni Bracia, by przede wszystkim wiara w Boga, pierwsza i nieodzowna podstawa wszelkiej religii, była zachowana czysta i nieskalana w krajach niemieckich. W Boga wierzy nie ten, kto w mowie używa słowa Bóg, lecz kto z tym wzniosłym słowem łączy prawdziwe i godne pojęcie Boga (…) Kto ponad skalę wartości ziemskie rasę albo naród, albo państwo, albo ustrój państwa, przedstawicieli władzy państwowej albo inne podstawowe wartości ludzkiej społeczności, które w porządku doczesnym zajmują istotne i czcigodne miejsce, i czyni z nich najwyższą normę wszelkich wartości, także religijnych, i oddaje się im bałwochwalczo, ten przewraca i fałszuje porządek rzeczy stworzony i ustanowiony przez Boga - Człowieka i daleki jest od prawdziwej wiary w Boga i od światopoglądu odpowiadającego takiej wierze (…) Tylko płytkie umysły mogą popaść w ten błąd, by mówić o bogu narodowym, o religii narodowej. Tylko one mogą podjąć daremną próbę, by w granicach jednego tylko narodu, w ciasnocie krwi jednej rasy zamknąć Boga (…)

 

Pius XI, Encyklika "Mit brennender Sorge"

więcej
Oświadczenie abpa Gądeckiego ws. głoszenia poglądów obcych wierze

W kościele jest miejsce dla przepowiadania ewangelii zachęcającej do miłości każdego człowieka - pisze w komunikacie abp Stanisław Gądecki, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

 

Publikujemy treść Komunikatu:

Jako przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski i gospodarz niedawnych obchodów rocznicy Chrztu Polski wyrażam zdecydowaną dezaprobatę dla wykorzystywania świątyni do głoszenia poglądów obcych wierze chrześcijańskiej. Każdy może wyrażać swoje osobiste poglądy, lecz w swoim własnym imieniu i na własną odpowiedzialność. W kościele zaś jest miejsce dla przepowiadania ewangelii zachęcającej do miłości każdego człowieka.

Abp Stanisław Gądecki

Metropolita Poznański

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

 

 

*  *  *

 

Abp Gądecki przypomniał jednoznaczne stanowisko Kościoła ws. głoszenia poglądów obcych wierze chrześcijańskiej.

 

Ostatnio wypowiedział je po udziale księdza Międlara w Marszu Niepodległości w listopadzie 2015 roku, przy okazji konferencji w 50. rocznicę deklaracji Nostra Aetate o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich:

 

"Patriotyzm to uczucie, którym kochamy naszych bliskich, ale nie nienawidząc innych. Patriotyzm zdrowy i normalny to taki, w którym człowiek kocha swoją rodzinę, ale przenosi tę miłość szerzej. Nacjonalizm jest przeciwieństwem: kochaniem swoich, przy nienawiści do obcych. Ci ludzie powołują się na słowa "Bóg, honor, ojczyzna", lżąc te hasła. W nacjonalizmie te słowa zamienione są w bluźnierstwo, bo obcego, z innej nacji, próbuje tratować jako niewolnika. To nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem".