AKTUALIA

Autorem tegorocznych rozważań jest abp Giancarlo Bregantini. Przez 13 lat był on ordynariuszem Locri w naznaczonym przestępczością zorganizowaną regionie Kalabrii, stąd bywa nazywany biskupem antymafijnym. Obecnie kieruje archidiecezją Campobasso-Boiano i jest odpowiedzialny we włoskim episkopacie za komisję sprawiedliwości i pokoju, zajmującą się problemami społecznymi związanymi także ze światem pracy. 

Wprowadzenie
 

„Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli. Stało się to bowiem, aby się wypełniło Pismo: Kość jego nie będzie złamana. I znowu na innym miejscu mówi Pismo: Będą patrzeć na Tego, którego przebili” (J 19, 35-37).

Kochany Jezu, wstąpiłeś na Golgotę bez wahania w wypełnianiu miłości i pozwoliłeś się ukrzyżować bez narzekania.

Pokorny Synu Maryi, obarczyłeś się naszą nocą, by ukazać nam, jak wiele światła zechciałeś wlać w serca. W Twoich boleściach jest nasze odkupienie, w Twoich łzach maluje się „Godzina” odsłonięcia darmowej Miłości Boga.

Siedmiokroć rozgrzeszywszy nas w Twych ostatnich westchnieniach Człowieka pomiędzy ludźmi, zanosisz nas na powrót do serca Ojca, by wskazać nam w Twych ostatnich słowach drogę odkupienia wszelkiej naszej boleści.


 

więcej
Papieska Msza Wieczerzy Pańskiej u niepełnosprawnych

Wielkoczwartkową Mszę Wieczerzy Pańskiej Franciszek sprawował w ośrodku dla niepełnosprawnych Centro Santa Maria della Provvidenza. Na rehabilitacji przebywa tam 150 pacjentów. Dziś wieczorem w wielkiej kaplicy tego ośrodka uczestniczyli oni wraz ze swymi opiekunami i bliskimi w papieskiej liturgii. 12 chorym Franciszek umył nogi i podobnie jak przed rokiem gest ten stanowił główną „homilię” tej Mszy. Słowo, które Papież wygłosił po Ewangelii ograniczało się bowiem wyłącznie do wyjaśnienia gestu umycia nóg.

„Usłyszeliśmy, co uczynił Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy – powiedział Papież. – Jest to gest pożegnania. Jest to niczym dziedzictwo, które nam pozostawia. On jest Bogiem, a stał się sługą, naszym sługą. To jest dziedzictwo: również wy powinniście być jedni drugim sługami. On poszedł tą drogą z miłości. Również wy powinniście się kochać wzajemnie i w miłości być sługami. Takie dziedzictwo pozostawił nam Jezus. I czyni ten gest umycia nóg, który jest gestem symbolicznym. Ludziom zasiadającym do stołu, tym którzy przychodzili na obiad, posługę tę wypełniali niewolnicy. Umycie nóg było niezbędne, ponieważ ulice były wówczas piaszczyste. I Jezus czyni ten gest, wykonuję pracę, posługę niewolnika, sługi. A nam pozostawia to jako dziedzictwo. Musimy być nawzajem swymi sługami. Dlatego też Kościół, tego dnia, kiedy upamiętnia się Ostatnią Wieczerzę, kiedy Jezus ustanowił Eucharystię, włącza w ceremonię również ten gest umycia nóg, który nam przypomina, że mamy być dla siebie sługami. Teraz ja uczynię ten gest, a my wszyscy pomyślmy w sercu o innych, pomyślmy o miłości, którą, jak mówi Jezus, musimy mieć względem bliźnich. I pomyślmy też, jak najlepiej możemy służyć innym osobom. Bo tego chciał od nas Jezus”.

Chorzy, którym Papież umył nogi byli przedstawicielami różnych kategorii wiekowych. Najmłodszy miał 16 lat, a najstarsi po 86. Do umycia nóg wybrano też jednego muzułmanina, by pokazać, jak stwierdził dyrektor ośrodka, że chodzi tu o uniwersalny gest Boga względem całej ludzkości.


 

„Namaszczeni olejem radości” – to wymowny tytuł papieskiej homilii wygłoszonej podczas przedpołudniowej Mszy Krzyżma. Zgodnie z tradycją Franciszek sprawował tę liturgię, z poświęceniem olejów krzyżma, chorych i katechumenów, w bazylice watykańskiej, koncelebrując z kapłanami pracującymi w Wiecznym Mieście i diecezji rzymskiej. Właśnie do nich skierowana była homilia, w której Papież ukazywał sens namaszczenia kapłańskiego w kontekście paschalnego wydarzenia Jezusa Chrystusa i wymogu głoszenia Jego Ewangelii. Jak zaznaczył na wstępie, tajemnica miłości Boga objawiona w Chrystusie, a będąca istotą kapłaństwa, czyni „małymi” ludzi do tej funkcji powołanych, co wyraża pewien paradoks: 

„Kapłan jest najbiedniejszym z ludzi, jeśli Jezus nas nie ubogaca swoim ubóstwem, jest najbardziej bezużytecznym sługą, jeśli Jezus nie nazywa go przyjacielem, jest najgłupszym z ludzi, jeśli Jezus cierpliwie go nie poucza, jak Piotra, najbardziej bezradnym z chrześcijan, jeżeli Dobry Pasterz nie umacnia go pośrodku owczarni – mówił Papież. – Nikt nie jest mniejszy od kapłana zdanego jedynie na swoje własne siły. Dlatego naszą modlitwą obrony przed wszelkimi atakami Złego jest modlitwa naszej Matki: jestem kapłanem, bo On spojrzał życzliwie na moją małość. I wychodząc od tej małości przyjmujemy naszą radość. Radość w naszej małości”.

Następnie Franciszek skupił się na trzech istotnych cechach kapłańskiej radości. Są to: pochodzenie z namaszczenia, niezniszczalność i misyjność. Pierwsza z nich oznacza, że radość kapłańska pochodzi z namaszczenia, czyli z zewnętrznej łaski, która przenika w sakramencie święceń „aż do szpiku kości”, dzięki czemu nie jesteśmy „aroganckimi, żyjącymi wystawnie pochlebcami”. Niezniszczalność radości polega na tym, że owej łaski nic nie jest w stanie odebrać, choć może ją przytłumić grzech czy troski. Wreszcie misyjność radości ukierunkowuje kapłana na lud Boży, by udzielać mu sakramentów i ewangelizować. Tym cechom towarzyszą także określone cnoty czy też stany życia, które Papież nazwał „siostrami kapłańskiej radości“. Pierwszą z nich jest ubóstwo, bo kapłan wyrzeka się wielu rzeczy, nie szukając wewnętrznej radości na własną rękę. 



 

więcej

„Często bierzmy w tym tygodniu do ręki krzyż i całujmy go wielokrotnie, mówiąc: dziękuję Ci Panie Jezu, że uczyniłeś to dla mnie” – powiedział Papież Franciszek na audiencji ogólnej. Katechezę poświęcił wydarzeniom Wielkiego Tygodnia. Rozpoczął od nawiązania do dzisiejszej Ewangelii, w której słyszymy o zdradzie Judasza, targującego się z Sanhedrynem o Jezusa.

„Ile mi dacie, jeśli Go wam wydam? Od tej chwili Jezus ma cenę – mówił Ojciec Święty. – To tragiczne wydarzenie znaczy początek męki Chrystusa, drogę boleści, którą wybrał On sam w pełnej wolności. On sam mówi to jasno: «Ja daję moje życie. Nikt mi go nie zabiera». Od tej zdrady rozpoczyna się ta droga upokorzenia, ogołocenia. Jezus, jakby był na rynku, kosztuje 30 srebrników. I przebywa tę drogę upokorzenia i ogołocenia aż do końca. Zupełnego upokorzenia zaznaje w śmierci na krzyżu. Była to śmierć najgorsza, przeznaczona dla niewolników i przestępców. Jezus był uważany za proroka, a umierał jak przestępca”.


 

więcej