AKTUALIA

 

W tygodniu, w naszej zabieganej codzienności wciąż brakuje nam czasu. Niejednokrotnie bywa jednak, że w wypełniony wydawałoby się po brzegi grafik "wciśniemy" jeszcze coś, co jest dla nas naprawdę ważne. A kiedy znajdujemy czas na Mszę św.? Czy aby tylko nie stała się ona jeszcze jednym, tym razem niedzielnym, obowiązkiem?
Jeżeli jako ludzie wierzący postrzegamy Eucharystię jedynie w kategoriach obowiązku, niewiele trzeba, by stała się dla nas ciężarem. A od tego, co nam ciąży, staramy się uwolnić. Również takie formy pobożności, jak adoracja Najświętszego Sakramentu czy procesja eucharystyczna w uroczystość Bożego Ciała, stają się wówczas niezrozumiałym wysiłkiem i niepotrzebną stratą czasu w wolny przecież od pracy dzień.


 

więcej

ks. Roman Tomaszczuk

– U nas było „na bogato”, bo to pierwsze powołanie po wojnie – mówi ks. Grzegorz Góra.

Moje dziecko - ksiądz Jadwiga Rodzińska, od 24 maja matka kapłana. Obok – też ważni – ojciec i brat 

Ponieważ w parafiach tak rzadko zdarzają się prymicje, dlatego ten dzień ma szczególny wymiar. – U nas było „na bogato”, bo to pierwsze powołanie po wojnie – mówi ks. Grzegorz Góra. – Stąd orkiestra strażacka, dlatego bryczka i wystrojona cała wieś. Ale w tym wszystkim chodziło nie tylko o osobę ks. Łukasza, ale także akcję powołaniową. Żeby chłopcy i młodzi zapragnęli kiedyś mieć podobną uroczystość – uśmiecha się. Wdzięczność.

Przebił ofertę

Poza tym parafianie są dumni, że w ich wspólnocie ukształtował się człowiek, który spodobał się Bogu. Więc, choć główny ciężar przygotowania uroczystości spoczywa na rodzinie prezbitera i parafii, to także lokalne instytucje biorą udział w organizacji tego dnia: szkoła, samorząd, strażacy, grupy parafialne – wszyscy oni chcą zaznaczyć swój wkład w niecodzienne wydarzenie.

– To jest trzeci z kolei dzień, który, będąc matką, przyjmuję jako szczególny dar. Pierwszy to dzień naszego ślubu, drugi to dzień, gdy urodziłam Krzysia, i trzeci, gdy jako ks. Krzysztof rozpoczynał Mszę św. w naszym kościele parafialnym – wyznaje Jadwiga Rodzińska z Rogoźnicy. Ich sytuacja jest o tyle niezwyczajna, że Krzysztof przygotowywał się do święceń dwa lata dłużej. Prosił bowiem o czas do namysłu przed postawieniem kolejnych kroków ku kapłaństwu. – Zawsze mu powtarzałam: bądź albo dobrym mężem i ojcem, albo księdzem – wspomina. – I zostawiałam mu decyzję. Jednak nie byłam bierna, oddawałam jego namysł opiece Królowej Różańca – mówi w dniu prymicji. Zresztą taką samą radę jak dla siebie, ma i dla swego syna: – Trzymaj się Boga więzami różańca. Maryja jest ze swą miłością zawsze przy tobie – radzi, a potem mówi o swym poruszeniu, gdy na posadzce kościoła leżało jedenastu mężczyzn. – Jak wielki i mocny jest Bóg, skoro w naszych czasach potrafi przebić ofertę tego świata i zdobyć młode serca – zauważa.


 

więcej

Czy Jezus z Nazarethu był cieślą?

Pytanie‍ to postawiłem sobie po raz pierwszy podczas mojej pracy nad Jezusem z Nazarethu. Usiłując w pierwszym tomie zrekonstruować siedemnaście lat utajonego życia Jezusa na ziemi i wedrzeć się w dziedzinę nietkniętą przez badaczy i egzegetów, w pełni zdawałem sobie sprawę ze śmiałości moich zamiarów i z ryzyka, jakie na siebie biorę. Pocieszałem się myślą, że nie robię tego dla pustej ciekawości, ale dla pogłębienia własnego widzenia Jezusa, dla plastycznego wywołania Postaci Boga-Człowieka z głębi odległego czasu, który ukrył zazdrośnie przed naszymi oczami bezcenny fragment Jego ziemskiej działalności. Chciałem przeżyć przygodę odkrywania Boga dla siebie i dla swej własnej duchowej korzyści, znaleźć Jego niewidzialne ślady, zmierzać ich tropem po to, by Go lepiej odczuć i zrozumieć. Metoda, którą usiłowałem się posłużyć przy ich poszukiwaniu, wydała mi się dopuszczalna i słuszna.

 

Mianowicie odrzuciłem wszelkie fantazjowanie i dowolne na ten temat domysły, zrezygnowałem z tworzenia fikcji literackiej i całkowicie skupiłem moją uwagę na materiale ewangelicznym, mówiąc ściśle — na przypowieściach, parabolach, alegoriach, opowiadanych przez Jezusa podczas Jego późniejszej trzyletniej działalności. Wyszedłem bowiem z założenia, że materiał do przypowieści czerpał Jezus ze swoich życiowych doświadczeń, z autentycznych wypadków i zdarzeń, w których bezpośrednio uczestniczył lub był ich naocznym świadkiem. Jezus żył wśród ludzi i dla ludzi. Codziennie stykał się z ich biedą, niedolą, z trudnymi warunkami pracy i życia, z ich krzywdą, z niedostatkami, jakie cierpieli, z ich walką o byt, z wyzyskiem, jakiego padali ofiarą. Rozmawiał i rozprawiał z ludźmi. Jedni zadawali Mu pytania, On im udzielał odpowiedzi, drudzy wtajemniczali Go w swoje poufne troski i niepokoje, a jeszcze inni zasięgali Jego rady w sprawach, których sami nie umieli rozsupłać. Z czasem Jezus zasłyszane i zaobserwowane, i — co najważniejsze — osobiście przeżyte zdarzenia zaadaptował dla potrzeb swojej Nauki, nadał im różne wymiary i przekształcił je w przypowieści, hiperbole, parabole, analogie i natchnął je duchem swej Boskiej myśli, dzięki czemu stały się wykładnikami Jego Objawienia.


Roman Brandstaetter, Jezus z Nazarethu t.1-4, Wydawnictwo M.

więcej
Papież: Dar źle rozumiany

Dar pobożności, pozwalający nam być autentycznymi świadkami Boga i Jego miłości był dziś tematem papieskiej katechezy podczas audiencji ogólnej. Słów Ojca Świętego wysłuchało dziś około 50 tys. wiernych.

Papież: Dar źle rozumiany 

Franciszek zauważył na wstępie, że dar pobożności jest dziś często źle rozumiany lub traktowany powierzchownie. Dotyka on jednak istoty naszej tożsamości i naszego życia chrześcijańskiego. Wskazuje on na naszą przynależność do Boga i naszą głęboką więź z Nim. Więź ta nadaje sens całemu naszemu życiu, zachowuje nas niezłomnymi, w jedności z Nim, nawet w chwilach najbardziej trudnych i niespokojnych.

 

Pełny tekst papieskiej katechezy: Pobożność synonimem zażyłości z Bogiem

Papież zaznaczył, że nie jest ona jakimś przymusem, lecz naszą przyjaźnią z Bogiem, zmieniającą nasze życie i napełniając nas entuzjazmem i radością. Jest synonimem autentycznego ducha religijnego, synowskiej zażyłości z Bogiem, zdolności modlenia się do Niego z miłością i prostotą, właściwą osobom pokornego serca.

Ojciec Święty wskazał ponadto, że dar pobożności pozwala nam także uznawać innych ludzi za braci, radować się z tymi, którzy się weselą i płakać z tymi, którzy płaczą. Zachęcił, do modlitwy i proszenia Pana Boga o ten dar, byśmy mogli być radosnymi świadkami Boga i Jego miłości.


 

Indonezyjskie władze pod naciskiem radykalnych islamistów zamykają kolejne kościoły protestanckie.
 
Władze skonfiskowały siedem kościołów  Indonezja, Meczet Istiqlal w Dżakarcie, stolicy kraju

Tylko w ostatnich dniach w prowincji Jawa Zachodnia (w dystrykcie Cianjur, 90 km od stolicy kraju) zamknięto siedem zborów. Władze stwierdziły, że nie respektowały one prawa regulującego budowę nowych miejsc kultu. 

Problem jednak w tym, że ustawa jest z 2006 r., a zarekwirowane kościoły wzniesiono pod koniec lat 70. ubiegłego wieku i na ich budowę zostały wydane stosowne pozwolenia. Miejscowi chrześcijanie mówią o stopniowym wzroście wrogości radykalnych grup muzułmańskich wobec wyznawców Chrystusa.

Pięć ran. Dlaczego Jezus chciał zabrać je do nieba?

Jezus modli się za każdego z nas ukazując Ojcu swoje rany - powiedział papież Franciszek podczas porannej Mszy św. w Domu Świętej Marty.

Pięć ran. Dlaczego Jezus chciał zabrać je do nieba? 

Ojciec Święty nawiązał do czytań liturgicznych, mówiących o pożegnaniu Pana Jezusa z uczniami (J 17,1-11a) a także pożegnaniu św. Pawła z Kościołem w Efezie (Dz 20,17-27). Przy tej okazji podkreślił znaczenie modlitwy wstawienniczej. Komentując modlitwę Jezusa, Franciszek zwrócił uwagę na zawarte w niej sformułowanie: "Ja za nimi proszę" i dodał, że Pan Jezus modli się za swój Kościół.

"Święty Jan Apostoł, myśląc o tych sprawach i mówiąc o nas, którzy jesteśmy tak bardzo grzesznikami, mówi: «Nie grzeszcie, ale jeśliby nawet kto zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca, który modli się za nas, broni nas przed Ojcem, nas usprawiedliwia». Sądzę, że musimy wiele myśleć o tej prawdzie, tej rzeczywistości: w tej chwili Jezus modli się za mnie. Mogę iść w życiu naprzód, bo mam rzecznika, który mnie broni, a jeśli jestem winny i mam wiele grzechów ... jest On dobrym obrońcą i będzie o mnie mówił Ojcu" - zaznaczył Franciszek.

Papież przypomniał, że Jezus jest pierwszym obrońcą, który posyła następnie Pocieszyciela. Zachęcił, byśmy, napotykając na trudności czy problemy, prosili Jezusa, by modlił się za nas. Następnie zaznaczył, że zapewne Pan Jezus nie wypowiada do Ojca wielu słów.

"Jezus ukazuje Ojcu swoje rany i swoimi ranami modli się za nas, jakby chciał powiedzieć Ojcu: «Ależ, Ojcze, to jest cena, za nich! Pomóż im, ochroń ich. Są Twoimi dziećmi, które zbawiłem moimi ranami». Natomiast nie można zrozumieć, dlaczego Jezus po zmartwychwstaniu miał to chwalebne ciało, piękne - nie było żadnych siniaków, nie było śladów biczowania - ale były rany. Pięć ran. Dlaczego Jezus chciał zabrać je nieba? Aby za nas się modlić. Aby ukazać Ojcu cenę: «To jest cena, teraz nie zostawiaj ich samych. Pomóż im» - powiedział papież.

Papież zachęcił, byśmy wierzyli, że obecnie Jezus wstawia się za nami do Ojca, za każdego z nas i abyśmy Go prosili, żeby wstawiał się za nami, abyśmy mieli ufność w moc jego wstawiennictwa.


 

O swojej zakończonej w poniedziałek wieczór pielgrzymce do Ziemi Świętej mówił dziś papież Franciszek podczas audiencji ogólnej. Zaznaczył, że była ona „prawdziwą łaską Pana”.

Papież o goryczy podziału i głosie Chrystusa Papież przed odlotem z Izraela

Dodał, że chciał zanieść „słowo nadziei”, ale także otrzymał je w zamian od tamtejszych chrześcijan. Mówiąc o ciągle istniejących podziałach między chrześcijanami Franciszek prosił o przebaczenie za to, co uczynili katolicy, by spowodować ten podział. Zaapelował, by modlitwa całego Kościoła wspierała drogę ku jedności chrześcijan i do pokoju w Ziemi Świętej. Na placu św. Piotra katechezy Franciszka wysłuchało około 50 tys. wiernych.

Ojciec Święty przypomniał, iż głównym celem tej pielgrzymki była 50. rocznica historycznego spotkania papieża Pawła VI i patriarchy Atenagorasa. Stanowiła ona szczególnie ważne wydarzenie na trudnej drodze ku jedności wszystkich chrześcijan. Stąd punktem kulminacyjnym tej wizyty było spotkanie z patriarchą Bartłomiejem. Wspólna modlitwa przy Grobie Jezusa uświadomiła nie tylko gorycz podziału, ale także pozwoliła usłyszeć głos Chrystusa, „który pragnie, aby wszystkie Jego owce stanowiły jedną owczarnię. Odczuliśmy pragnienie uzdrowienia nadal otwartych ran i stanowczego kontynuowania drogi do pełnej komunii” - stwierdził Franciszek. Następnie powiedział: "Po raz kolejny, tak jak czynili to moi poprzednicy, proszę o przebaczenie za to, co uczyniliśmy, by spowodować ten podział. I proszę Ducha Świętego, aby nam pomógł w uleczeniu ran, jakie zadaliśmy innym braciom".


 

więcej

Negocjacje z prorosyjskimi separatystami, którzy przetrzymują polskiego księdza Pawła Witka w Doniecku, rozpoczną się w środę po południu - powiedział PAP biskup pomocniczy diecezji charkowsko-zaporoskiej Kościoła katolickiego na Ukrainie Jan Sobiło

Po południu negocjacje ws. uwolnienia księdza  Punkt kontrolny w Doniecku

Negocjacje z prorosyjskimi separatystami, którzy przetrzymują polskiego księdza Pawła Witka w Doniecku, rozpoczną się w środę po południu - powiedział PAP biskup pomocniczy diecezji charkowsko-zaporoskiej Kościoła katolickiego na Ukrainie Jan Sobiło.

Biskup będzie prowadził negocjacje z porywaczami wraz z konsulem generalnym RP w Doniecku Jakubem Wołąsiewiczem. Najpierw musi jednak dotrzeć do Doniecka z Zaporoża, gdzie na stałe rezyduje.

"Na razie nie wiemy nic o żądaniach porywaczy. Nie wiadomo jeszcze, czy uda się to wszystko, dlatego że oni są zdeterminowani ze względu na szturm (na separatystów w ramach ukraińskiej operacji antyterrorystycznej - PAP). Udało nam się jedynie wyjaśnić, że ksiądz znajduje się w budynku Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w Doniecku, który jest pod kontrolą rebeliantów" - poinformował w rozmowie telefonicznej.

Biskup Sobiło przekazał, że konsul Wołąsiewicz gromadzi teraz dokumenty, które potwierdzą tożsamość księdza Witka. Według hierarchy separatyści zatrzymali polskiego duchownego prawdopodobnie ze względu na to, że nie posiadał przy sobie paszportu.


 

więcej
Więcej milionerów

Ja chciałbym więcej i więcej. To jest moja najprostsza odpowiedź na biedę.

Więcej milionerów  ks. Jacek Stryczek

Na początku miałem poczucie, że powinienem pomagać biednym. Ale potem zobaczyłem, że moja pomoc ma też moc demoralizacji. Im więcej pomagam, tym bardziej ci ludzie liczą na moją pomoc. A ja wolałbym, aby sobie sami radzili w życiu. Najlepiej, aby stali się milionerami i mieli z czego pomagać innym. Generalnie uważam, że podstawowa chrześcijańska pomoc powinna sprowadzać się do przekazania sztuki radzenia sobie w życiu.

Idealne katolickie społeczeństwo to nie są dwa światy – biednych i bogatych, połączone charytatywnością. Idealne społeczeństwo to sami milionerzy i asceci równocześnie. Jedni mają dużo i inwestują swoje pieniądze w rozwój biznesu (czyli postęp, więcej miejsc pracy), inwestują w projekty społeczne albo właśnie rozdali wszystko, co posiadali. A jeśli ktoś nie chce zostać milionerem, niech swój potencjał od razu inwestuje w projekty społeczne i niech wytwarza miliony ton dobra.

Mam w sobie ogromny bunt przed utożsamianiem katolickiego społeczeństwa z przewagą nieudaczników i promowaniem bezradności. „Poznacie po owocach” – mówi Jezus. I nigdy, przenigdy nie promujcie bezradności. Wręcz mówi: „Nie każdy, który mówi mi: »Panie, Panie«, wejdzie do królestwa Bożego”. Tylko ten, kto ma dobre owoce. Czyli pracuje i ma wyniki.


ks. Jacek Stryczek,Kraków