AKTUALIA

Czy Jezus z Nazaretu był cieślą?

Czy Jezus z Nazarethu był cieślą?

Pytanie‍ to postawiłem sobie po raz pierwszy podczas mojej pracy nad Jezusem z Nazarethu. Usiłując w pierwszym tomie zrekonstruować siedemnaście lat utajonego życia Jezusa na ziemi i wedrzeć się w dziedzinę nietkniętą przez badaczy i egzegetów, w pełni zdawałem sobie sprawę ze śmiałości moich zamiarów i z ryzyka, jakie na siebie biorę. Pocieszałem się myślą, że nie robię tego dla pustej ciekawości, ale dla pogłębienia własnego widzenia Jezusa, dla plastycznego wywołania Postaci Boga-Człowieka z głębi odległego czasu, który ukrył zazdrośnie przed naszymi oczami bezcenny fragment Jego ziemskiej działalności. Chciałem przeżyć przygodę odkrywania Boga dla siebie i dla swej własnej duchowej korzyści, znaleźć Jego niewidzialne ślady, zmierzać ich tropem po to, by Go lepiej odczuć i zrozumieć. Metoda, którą usiłowałem się posłużyć przy ich poszukiwaniu, wydała mi się dopuszczalna i słuszna. Mianowicie odrzuciłem wszelkie fantazjowanie i dowolne na ten temat domysły, zrezygnowałem z tworzenia fikcji literackiej i całkowicie skupiłem moją uwagę na materiale ewangelicznym, mówiąc ściśle — na przypowieściach, parabolach, alegoriach, opowiadanych przez Jezusa podczas Jego późniejszej trzyletniej działalności. Wyszedłem bowiem z założenia, że materiał do przypowieści czerpał Jezus ze swoich życiowych doświadczeń, z autentycznych wypadków i zdarzeń, w których bezpośrednio uczestniczył lub był ich naocznym świadkiem. Jezus żył wśród ludzi i dla ludzi. Codziennie stykał się z ich biedą, niedolą, z trudnymi warunkami pracy i życia, z ich krzywdą, z niedostatkami, jakie cierpieli, z ich walką o byt, z wyzyskiem, jakiego padali ofiarą. Rozmawiał i rozprawiał z ludźmi. Jedni zadawali Mu pytania, On im udzielał odpowiedzi, drudzy wtajemniczali Go w swoje poufne troski i niepokoje, a jeszcze inni zasięgali Jego rady w sprawach, których sami nie umieli rozsupłać. Z czasem Jezus zasłyszane i zaobserwowane, i — co najważniejsze — osobiście przeżyte zdarzenia zaadaptował dla potrzeb swojej Nauki, nadał im różne wymiary i przekształcił je w przypowieści, hiperbole, parabole, analogie i natchnął je duchem swej Boskiej myśli, dzięki czemu stały się wykładnikami Jego Objawienia.

Im‍ dłużej rozmyślałem o tej metodzie, tym mocniej utrwalało się we mnie przekonanie, że moje dociekania, chociaż są zbudowane na prawdopodobieństwie, są trafne, albowiem ich punktem wyjścia są prawa rządzące życiem człowieka w ściśle określonym środowisku, które posiada swój własny kodeks praw, zwyczajów i obyczajów. Pomocna mi była w tych moich poszukiwaniach teza kardynała Newmana o „gromadzeniu prawdopodobieństw”, z których „można zbudować prawomocny dowód, wystarczający do pewności”. Newman porównuje tę metodę do „liny splecionej z włókien, słabych z osobna, ale razem tak mocnych jak żelazna sztaba”. Przyznam się, że nie znając tej tezy wielkiego teologa i filozofa i nie mając za sobą jego autorytetu, może nie odważyłbym się na niebezpieczną wyprawę w głąb nieznanego czasu.

 

Aby‍ odpowiedzieć na pytanie, czy Jezus z Nazarethu był cieślą, musimy nie tylko zastanowić się nad zagadnieniem, w jakim środowisku On żył przez siedemnaście utajonych lat swojego ziemskiego życia, ale przede wszystkim musimy znaleźć właściwe środki i przesłanki, pozwalające nam ściśle określić społeczny charakter tego środowiska, bo bez tych koniecznych zabiegów i ustaleń możemy łatwo zabłądzić na bezdroża, które nas zaprowadzą w błędnym kierunku. Otóż na samym wstępie moich badań uderzyło mnie, że w Ewangeliach na sześćdziesiąt cztery przypowieści i porównania, czterdzieści sześć ma za temat pracę na roli i pasterstwo, a tylko jedna przypowieść pochodzi z dziedziny ciesielskiej, dwie natomiast tylko wtedy uznać możemy za związane z zawodem ciesielskim, jeżeli przez cieślę (po grecku tékton) rozumieć będziemy człowieka parającego się również pracą kamieniarską, bo właśnie o niej jest mowa w owych dwóch przypowieściach. Mam na myśli przypowieści o domu budowanym na skale i o budowaniu wieży. (Budynków z drewna w Palestynie nie wznoszono poza strażnicami — szałasami w winnicach i sadach). Czy kamieniarstwo i budowa domów z bloków kamiennych czy z gliny, zmieszanej z trzciną lub słomą, wchodziły w zakres rzemiosła ciesielskiego? Aelius Aristides twierdzi, że do zawodu ciesielskiego należało również kamieniarstwo. Ale według miarodajnej wykładni Epikteta grecki wyraz tékton oznaczał‍ rzemieślnika, którego praca związana jest z drzewem, Maximus Tyrius twierdzi, że tékton wyrabiał‍ pługi, a Justin — pługi i jarzma. Natomiast w czasach biblijnych — i to jest chyba przesłanka najważniejsza — hebrajski rzeczownik charaszwprawdzie oznaczał ogólnie rzemieślnika pracującego w materiale twardym, ale kilka tekstów w Starym Testamencie wyraźnie świadczy, że przez charasz rozumieli‍ starożytni Hebrajczycy cieślę-stolarza. W niektórych Księgach natchnieni autorzy uściślają słowocharasz,‍ dodając‍ do niego słowo ec (drzewo), dzięki czemu nie ulega wątpliwości, że w danym fragmencie jest mowa o cieśli-stolarzu. Wydaje się, że w okresie Chrystusowym, w Palestynie cieśla był zarazem kołodziejem, stolarzem, wytwórcą jarzm, pługów, schodów, dyszli, odrzwi, mebli, łodzi rybackich, a nawet drwalem, czyli wytwarzał przedmioty z drewna lub wykonywał prace związane z drzewem (wyrąb lasu). Dowodem na to jest fakt, że oznaką zawodu cieśli w dawnym Izraelu był wiór drzewny zatknięty za ucho.

 

Jak‍ już wspomniałem, motywy rolne są tematem czterdziestu sześciu przypowieści i porównań Jezusa. Jest w nich mowa o orce, siewie, zbiorach, ziarnach, dojrzewaniu zbóż, spichlerzach, figowcach, nawozie, winnicach, winogrodnikach, ogrodnikach, pasterzach, owcach, o pracy najemnej, o pracownikach rolnych, o ich dziennym wynagrodzeniu itp. We wszystkich natomiast pozostałych przypowieściach nie ma ani jednego słowa o narzędziach ciesielskich, o siekierze, cyrklu, o sznurach mierniczych, o dłucie, młocie, gwoździach ani o warunkach pracy w zawodzie ciesielskim, ani o związanych z nim kłopotach i troskach.

 

Przypowieści‍ Jezusa o tematyce rolnej i pasterskiej świadczą o Jego doskonałej znajomości wszystkich, nawet najdrobniejszych szczegółów związanych z orką, zasiewami, z sadownictwem, z uprawą winnic, plewieniem chwastów, z hodowlą owiec, z uprawą różnych gatunków zbóż, z warunkami klimatycznymi, od których przecież rolnictwo jest zależne. Był obznajomiony z rodzajami gleb, z ich nawilgoceniem, śledził bacznie zmiany pogody, kiełkowanie ziarna, dojrzewanie owoców, umiał okopywać drzewa figowe, znał wszystkie kłopoty i troski, trudy, obowiązki, płace, zwyczaje pracowników najemnych, warunki ich życia, prawa obowiązujące dzierżawców ziemskich. Wiedział, jak robotników rolnych przyjmuje się do pracy, jak długo powinni pracować, znał technikę pracy żniwiarskiej. Jego wypowiedzi o przyrodzie świadczą o bezpośrednich z nią związkach. Nie są to obserwacje człowieka, śledzącego z dystansu jej życie i zjawiska, ale uczestniczącego bezpośrednio w tych zjawiskach i związanego z nimi na co dzień. Znał naturę drzew, zwierząt, ptaków, sposoby magazynowania moszczu, zwyczaje pasterskie i obowiązki pasterza wobec owiec, znajdujących się w niebezpieczeństwie. A poza tym — jak świadczy jedna z opowieści — nie uszły Jego bacznej uwagi matactwa włodarzów, ich fortele i oszukańcza rachunkowość.

 

Ilekroć‍ Jezus opowiada przypowieść o siewcy czy o pasterzu, czy o ogrodniku, zawsze utożsamia się z nimi, a tę tożsamość wyraża bądź bezpośrednio: „Ten który sieje dobre nasienie, to Syn Człowieczy” (Mt 13,7) lub „Ja‍ jestem dobry pasterz” (J‍ 10,11), bądź czyni to pośrednio, ale z wyraźnym naciskiem, który wyczuwa się przez utajone w zdaniu akcenty: „Wyszedł‍ siewca, aby zasiać ziarno, a gdy siał...” (Mt‍ 13,4). W jednym wypadku tożsamość swoją ustalił za pomocą dwóch porównań: naprzód porównał Królestwo Boże do siewcy dobrego ziarna, a potem siewcę dobrego ziarna do Syna Człowieczego, czyli do siebie. Te dwa porównania są niezwykle charakterystyczne i ważne, gdyż świadczą o identyczności trzech pojęć: Królestwa Bożego, Siewcy i Syna Człowieczego. Trzonem tych dwóch wariantów jest porównanie z Siewcą, pojęciem w danym wypadku kluczowym, bo Jezus nie porównałby siebie z kimś, kim nie był naprawdę. Każde słowo wypowiedziane przez Jezusa ma podwójne znaczenie: dosłowne i transcendentne. Jezus był sam w sobie Królestwem Bożym, był najemnikiem rolnym czyli Siewcą Dobrego Ziarna i był Synem Człowieczym, czyli człowiekiem i zarazem Postacią transcendentną.

 

Wiadomo, że każdy człowiek w swojej mowie potocznej posługuje się językiem środowiskowym, to znaczy czerpie słownictwo i frazeologię z języka tego środowiska, w którym żyje i pracuje. Każda wspólnota zawodowa posiada własne zasoby leksykalne, własną obrazowość językową i własne środki wypowiedzi, które są konsekwencją wspólnoty doświadczeń. Innym materiałem leksykalnym posługuje się lekarz, innym inżynier, innym ogrodnik, innym krawiec, innym filozof. Bez wątpienia przynależność danego osobnika do określonej grupy zawodowej można z dużym prawdopodobieństwem ustalić na podstawie doboru słów, zwrotów, porównań i obrazów, jakimi się on posługuje w kolokwialnej mowie, po sposobie jego argumentowania, rozmawiania i wnioskowania. Poza tym każde środowisko posiada umiejętność przekształcania swoich doświadczeń, spostrzeżeń, przedmiotów codziennego użytku i narzędzi pracy — w symbole, którymi się posługuje dla wyrażenia różnych swoich duchowych doznań i przeżyć. Po prostu każdy człowiek skorzysta ze swojego środowiskowego słownictwa dla wyrażania spraw niewyrażalnych, które go niepokoją, a niepokojąc, tworzą wszelkiego rodzaju figury stylistyczne, w pełni zrozumiałe dla ludzi, wśród których żyje, pracuje i działa.

 

Te‍ wszystkie przesłanki umocniły mnie w przekonaniu, że Jezus przez siedemnaście lat swojego utajonego życia pracował jako pracownik rolny — w pewnych okresach w pasterstwie — o czym świadczą obrazowość i skarbiec leksykalny Jego przypowieści, których tematykę czerpał z pracy na roli, z życia wiejskiego. Mało tego. Wszystkie te czynności zawodowe, bądź z dziedziny pracy na roli, bądź z pasterstwa, przekształcił w symbole o znaczeniu transcendentnym, których właściwy sens niekiedy ujawniał wtajemniczonym uczniom. Tu pragnę zaznaczyć, że przez symbol rozumiem każde pojęcie materialne, kontrolowane naszymi zmysłami, pojęcie, które będąc poza nami oznacza pod pretekstem swojego istnienia coś, co jest w nas, w duszy naszej, w sferze podlegającej prawom nadzmysłowego doznania. Gdyby Jezus był cieślą, język Jego przypowieści, Jego hiperbole, parabole, analogie i całe obrazownictwo Jego stylu wzięte z innej konwencji środowiskowej, byłoby zupełnie inne, w innej kadencji byłoby utrzymane, a tym samym kształt Jego symbolów byłby zupełnie inny. W jednej z przypowieści Jezus porównał siebie do winnego krzewu, a Boga, Ojca swojego do rolnika. To porównanie nie było przypadkowe, bo nic w życiu Jezusa nie było przypadkowe ani też nie było figurą poetycką stworzoną bez pokrycia, dla chwilowego efektu. W tym porównaniu tkwi nieposzlakowany autentyzm przeżyć poparty doświadczeniem winogrodnika hodującego pieczołowicie swoją winną latorośl. Nieomal widzimy jego Postać pochyloną nad dojrzewającym gronem i palce dotykające je delikatnie, z ojcowską miłością. Nie. Jezus z Nazarethu w swoim życiu ziemskim nie był cieślą. Gdyby nim był, inaczej określiłby swojego Ojca i inaczej określiłby siebie Samego.

 

Tu‍ muszę wspomnieć o jeszcze jednym ciekawym zjawisku. Był zwyczaj w Izraelu, w epoce Chrystusowej i po-Chrystusowej, mniej więcej aż do powstania Bar Kochby, że uczeni w Piśmie Świętym i doktorzy Prawa byli równocześnie rzemieślnikami i obok nauczycielskich obowiązków wypełniali swoje rękodzielnicze zawody. I tak rabbi Jehoszu ben Chanania był kowalem, rabbi Jehuda piekarzem, rabbi Jochanan szewcem, rabbi Jehuda był twórcą przypraw korzennych, wielki rabbi Hillel Starszy był drwalem, rabbi Jehoszua młynarzem, Saul z Tarsu tkaczem namiotów. Jest zjawiskiem równie znamiennym — i ten fakt pragnę z naciskiem podkreślić — że żaden z uczonych żydowskich nie pracował jako robotnik rolny, najemny, a byli nawet i tacy uczeni, którzy uważali, że najemna praca na roli jest niegodna uczonego. Zresztą w tym względzie — jak świadczy o tym traktat Jebamoth — zdania uczonych były podzielone. Ale nam w tej chwili nie chodzi o takie czy inne opinie, ale o fakty. A faktem jest, że pośród uczonych rabinów żydowskich nie spotykamy ani jednego najemnika rolnego.

 

Co‍ mówią Ewangelie i Ojcowie Kościoła o zawodzie Jezusa? O pracy Jezusa w rolnictwie wiedzieli — moim zdaniem — Jego współcześni i kojarzyli Jego osobę z tym zawodem. Świadczy o tym wypowiedź jednego z nich. Mianowicie św. Jan Chrzciciel chcąc wskazać na Jezusa jako Tego, który już wkrótce zanurzy lud „w‍ Duchu Świętym i Ogniu” (Łk 3,16), posłużył się porównaniem Jego posłannictwa do trudu pracownika rolnego, który „mając w swoim ręku wiejadło, oczyści swoje boisko, pszenicę zbierze do spichrza swojego, a plewy spali w ogniu nieugaszonym...” (Łk 3,17). Zdumiewająca jest ta misja Mesjasza, robotnika rolnego, młócącego pszenicę i mającego już wkrótce objawić się światu. Św. Jan Chrzciciel nie nazwał Go po imieniu. Wiedział, że mu nie wolno wyprzedzać Głosu Boga. Mesjańską tożsamość Jezusa dyskretnie stwierdził, wskazując tylko na Jego zawód.

 

Jest scena w Ewangelii św. Jana (20,1-16), w której zmartwychwstały Jezus zjawia się Marii Magdalenie w postaci pracownika rolnego, a mówiąc ściśle — ogrodnika. Maria Magdalena nie poznała Jezusa. Mogła zatem określić zawód stojącego przed nią nieznanego jej Męża tylko po Jego stroju lub po jakichś szczególnych znakach. Czy Nieznajomy miał na sobie jakiś charakterystyczny strój, świadczący o Jego przynależności zawodowej? Może trzymał w ręce jakieś narzędzie ogrodnicze? Nie wiemy. Nie ma żadnej o tym wzmianki w Ewangelii św. Jana. Ponieważ jednak Maria Magdalena „mniemała” — jak mówi Ewangelista — że stojący przed nią Mąż jest ogrodnikiem, należy przyjąć, że miała po temu pewne konkretne, rzucające się w oczy dowody, świadczące o Jego takim a nie innym zawodzie. Przy czym należy wziąć pod uwagę, że „mniemanie” Marii Magdaleny — niezależnie od tego, jak się odbywał proces skojarzeń, ukoronowanych wnioskiem o ogrodniku — było niewątpliwie projekcją samego Jezusa — jest to przecież jeden z klasycznych mechanizmów psychologicznych — który myśl swoją rzutował na swoją rozmówczynię.

 

Dlaczego więc Jezus zjawił się Marii Magdalenie jako ogrodnik? Co chciał przez to zademonstrować? Dlaczego ukrywał swoją Boskość za obrazem człowieka parającego się uprawą ziemi? Czyżby zmartwychwstały Jezus, po raz pierwszy zjawiający się żywemu człowiekowi, chciał objawić się w majestacie swojego ziemskiego zawodu, który wypełniał do chwili, gdy w czasie przez siebie wyznaczonym i ustalonym, porzucił pracę rolnego pracownika, by rozpocząć inną uprawę, uprawę serc ludzkich? Czyżby chciał okres swojego utajonego i jawnego życia zamknąć w jednym symbolu, przekazującym wymownie cel Jego zbawczej misji, wyrażonej w miłości Boga do ziemi? Nie chcę z tego epizodu snuć dalszych domysłów na potwierdzenie mojej hipotezy o ziemskim zawodzie Jezusa, ale pragnę jedynie podkreślić ten znamienny fakt, że stanął On przed zdumioną Marią Magdaleną nie z wiórem za uchem — bo taka była, jak wiemy, w dawnym Izraelu oznaka zawodu ciesielskiego — ale jako ogrodnik, uprawiacz ziemi.

 

Przejdźmy‍ do dalszych wzmianek w Ewangeliach o zawodzie Jezusa. Św. Mateusz pisze o Jezusie jako o Synu cieśli. Św. Marek natomiast nazywa Go cieślą. Ewangelie św. Łukasza i św. Jana nic o zawodzie Jezusa nie piszą. Relacje św. Mateusza i św. Marka pozornie sobie przeczą. Ale tylko pozornie. Tę pozorną sprzeczność zauważyli egzegeci i bibliści już w okresie wczesnego chrześcijaństwa. Orygenes w swojej rozprawie skierowanej przeciw Celsusowi opowiada się za wersją św. Mateusza. Zresztą sama lekcja św. Marka o „cieśli, synu Marii”, zakwestionowana jest przez drugą lekcję, w której Jezus nazwany jest „Synem cieśli”. Ta lekcja znajduje się w Papirusie z III wieku po Chrystusie. Wzmianka św. Justyna Męczennika w jego Dialogu‍ z Żydem Tryfonem o ciesielskim zawodzie Jezusa nie tylko nie jest żadnym dowodem na to, że On był rzeczywiście cieślą, ale przeciwnie, tę tezę podważa, o czym świadczy  kontekst. Ów fragment w polskim przekładzie brzmi następująco: „Gdy Jezus przybył nad Jordan, przypuszczali (w domyśle: ludzie), że jest synem Józefa, cieśli. A był postaci niepozornej, jak to Pisma wyjaśniały, i przypuszczali, że jest cieślą, bo przebywając wśród ludzi, wykonywał prace ciesielskie, pługi i jarzma (...)”. Św. Justyn pisząc o ojcostwie Józefa i ciesielskim zawodzie Jezusa posługuje się tym samym greckim czasownikiem nomizomenou, który należy przetłumaczyć: przypuszczali, sądzili. Z tego wynika, że autor Dialogu nie uważa ani ojcostwa Józefa, ani ciesielskiego zawodu Jezusa za fakt pewny i wiarogodny, ale tylko stwierdza, że w obu wypadkach ludzie snuli takie domysły.

 

Wszystkie te pozornie sprzeczne ze sobą wersje można pogodzić za pomocą argumentacji, zgodnej z ówczesną obyczajowością żydowską. Otóż według zwyczajów żydowskich, których obraz znajdujemy w pozabiblijnym piśmiennictwie z epoki Chrystusowej, ojciec kształcił w zawodzie, który uprawiał, swojego syna, wskutek czego istniały w Izraelu rody wykonujące od pokoleń to samo rzemiosło. Nie odrzucając zatem wersji św. Marka ani tradycji, na którą powołuje się św. Justyn, sądzę, że rzeczywiście Józef nauczył Chłopca ciesielskiego rzemiosła, ale Jezus po przedwczesnej śmierci swojego opiekuna, gdy już nie było komu pomagać w warsztacie, porzucił ów zawód i począł najmować się do prac rolnych. I tu wyłania się zagadnienie najważniejsze. Dlaczego to uczynił? Dlaczego zmienił profesję, która cieszyła się wielkim szacunkiem w Izraelu? Przecież ciesielstwo należało w owych czasach nie tylko do zawodów wielce cenionych i poważnych, ale według Talmudu i Midraszu parali się nią przede wszystkim ludzie mądrzy i uczeni. Podczas dysputy na trudne tematy, gdy nie umiano ich rozstrzygnąć, jej uczestnicy zwykli często mówić: „A czy jest tutaj cieśla, syn cieśli, który mógłby nam odpowiedzieć na to pytanie?”. Dlaczego więc Jezus, porzuciwszy cieszące się dobrą sławą rzemiosło ciesielskie, które zapewniało skromny, ale mniej więcej stały zarobek, przez siedemnaście lat swojego utajonego życia poświęcił się najemnej pracy na roli, zawodowi źle płatnemu, wykonywanemu przez ludzi najbiedniejszych.

 

Odpowiedzi szukać należy w posłannictwie Jezusa. W przeciwieństwie do Greków i Rzymian, którzy mieli pracę fizyczną w pogardzie, a pracownika fizycznego nie uważali za pełnoprawnego obywatela, Żydzi upatrywali w pracy fizycznej nakaz uświęcony przez Boga. W Księdze Genesis czytamy: „W pocie oblicza swego będziesz pożywał chleba” (Rdz 1,19). Św. Paweł powiedział: „Jeżeli kto nie chce pracować, niechaj też nie je” (2 Tes 3,16). Jak twierdzili mędrcy żydowscy, opierając się na tekście biblijnym, nawet Adam pracował w raju. Dzięki temu zamiłowaniu do pracy fizycznej, Żydzi stworzyli swoiste prawodawstwo pracy, o którym Daniel Rops pisze: „Izrael stworzył przepisy regulujące stosunek między pracodawcą a robotnikami. Jest to fakt zbyt mało znany, a przecież jeden z tych, które najwięcej zaszczytu przynoszą Narodowi Wybranemu. Pochodzi z bardzo odległych czasów, od samego Mojżesza. Czyż nie czytamy w Księdze Powtórzonego Prawa (24,14): ‘Nie odmówisz zapłaty potrzebującym i ubogiemu bratu twemu albo przychodniowi, który z tobą mieszka na ziemi i między braćmi twymi, ale tegoż dnia oddasz Panu zapłatę za pracę jego przed zachodem słońca, bo ubogi jest, a z tego utrzymuje życie swoje; aby nie wołał do Pana przeciw tobie i byłoby ci to poczytane za grzech’” (D. Rops, Życie codzienne w Palestynie w czasach Chrystusa, Poznań 1964, s. 206).

 

Ale mimo to ciężka była dola pracowników najemnych, o których Jezus mówi w jednej ze swoich przypowieści, albowiem przepisy były przepisami, a rzeczywistość rzeczywistością. Olbrzymia była w owym czasie rozpiętość w podziale dóbr materialnych. Obok wielkich bogactw rodów arcykapłańskich, kapłańskich, plutokracji ziemiańskiej — kupiectwem Żydzi się nie parali, uważając ten zawód za niegodny synów Izraela — żyła warstwa średniozamożnych i ubogich rzemieślników, a obok nich liczna warstwa najemnych pracowników rolnych, biedaków, nędzarzy, żebraków, kalek bez opieki i zaopatrzenia. Niewiele pomagały nawoływania mędrców i uczonych w Piśmie. W Księdze Syracha czytamy: „Synu, nie pozbawiaj ubogiego jałmużny, / A oczu twoich nie odrywaj od ubogiego. / Nie gardź duszą łaknącą /i nie drażnij ubogiego w niedostatku jego. / Nie trap serca człowieka biednego / I nie zwlekaj z datkiem uciśnionemu. / Nie odrzucaj prośby utrapionego /I nie odwracaj oblicza twego od potrzebującego. / Nie odwracaj oczu twoich od ubogiego dla gniewu /I nie dopuszczaj, by proszący przeklinali cię za twoimi plecami, / Bo modlitwa tego, który cię w gorzkości duszy przeklina, / Będzie wysłuchana, a wysłucha go Ten, który go stworzył” (Syr 4,1-6).

 

Po tych wezwaniach kilka rozdziałów dalej Syrach gwałtownie oskarża bogaczy: „Jaki pokój może panować między hieną a psem / I jaki pokój może panować między bogatym a biednym? / Jak dziki osioł na pustyni jest żerem dla lwów, / Tak biedacy są żerem dla bogatego. / Jak pokora jest obrzydliwością dla pyszałka, / Tak biedak jest obmierzły dla bogacza. / Gdy bogacz się potknie, przyjaciele go podeprą, / Gdy biedak upadnie, odepchną go nawet przyjaciele, / Gdy bogacz wpadnie w nieszczęście, znajdzie wielu takich, którzy mu pomogą, / Gdy będzie mówił obrzydliwie, jeszcze go będą uniewinniać. / Gdy jednak biedak w nieszczęście popadnie, będą go ganili, / A gdy mądrze przemówi, nie znajdzie uznania” (Syr 13,18-23).

 

Ciężka była dola pracowników najemnych. Według jednej z przypowieści Jezusa pracownik rolny otrzymywał jednego denara jako wynagrodzenie za jeden dzień pracy. Była to zapłata bardzo niska. A chociaż żydowskie prawodawstwo pracy jak już o tym wspomniałem — według zgodnych opinii biblistów i egzegetów było najsprawiedliwsze ze wszystkich istniejących wówczas prawnych przepisów o wynagrodzeniu pracowników najemnych, jednak ich położenie materialne było nader trudne. Niewątpliwie lepiej działo się rzemieślnikom, zwłaszcza wykwalifikowanym, chociaż na pewno nie byli to ludzie nawet średnio zamożni. Często i im bieda zazierała do garnka, ale mimo to daleko im było do nędzy, która dokuczała pracownikom najemnym, rolnym, pracującym na dniówkę. Rzemieślnicy byli w pewnym sensie panami swej woli. Wielu z nich miało swoje warsztaty. Otrzymywali zamówienia np. ma wyrób soch, jarzem, różnego rodzaju drewnianych imadeł, uchwytów do łopat, motyk itp. Jako robotnicy wykwalifikowani pracowali na własny rachunek, chociaż niekiedy wynajmowali się i do prac najemnych, np. do wyrębu lasów. Natomiast pracownik rolny, najemny, najczęściej niewykwalifikowany, będąc pracownikiem sezonowym — po siewach, żniwach, winobraniu bywał zwalniany z pracy i pozostawał na łasce losu — musiał pracować od wchodu do zachodu słońca, a niekiedy nawet i dłużej, i był przez cały czas pracy niejako własnością pracodawcy, który wyznaczał mu ilość i rodzaj zajęć, czas potrzebny na zmówienie modlitwy, na posiłek, na odpoczynek podczas pracy. Wprawdzie Talmud dokładnie określał czas pracy i warunki, na których robotnicy rolni, najemni, mogli dłużej pracować, ale w rzeczywistości właściciel majątku obchodził te przepisy według swej woli, naginając je do potrzeby własnych interesów. W sumie praca najemnego robotnika rolnego była mozolna, wyczerpująca, pomnożona o jeszcze jeden, wcale nie obojętny ciężar, jakim był subtropikalny klimat Palestyny (upały, chamsiny, ulewne deszcze).

 

Mimo to Jezus po śmierci Józefa porzucił zawód cieśli i począł pracować na chleb codzienny jako najemnik rolny. Uczynił to, ponieważ chciał pracować i żyć wśród ludzi najuboższych, w gromadzie bezrolnych, pokrzywdzonych, poniżonych, wyzyskiwanych, źle płatnych i źle zarabiających na życie w najtrudniejszych warunkach, dosłownie w pocie czoła, jak było napisane w Księdze Genesis. Chciał żyć w środowisku pariasów, którzy niczego nie posiadali poza własnym potem, nędzą i siłą swoich rąk. Taka praca była w stylu Jezusowego posłannictwa. Siedemnaście utajonych lat Jego życia — to nieustanne doświadczanie biedy najemników rolnych, trudu życia pasterskiego, to doświadczanie na sobie samym krzywdy ludzkiej, to zrównanie się z ludzką nędzą i biedotą, z wydziedziczonymi, z dołami społecznymi, czekającymi na Mesjasza Ubogich. Utajony czas Jezusa był wielkim czasem Przygotowania do świętego Posłannictwa ucieleśnionego Boga wśród ludzi.

Ale była jeszcze druga przyczyna, dla której Jezus porzucił rzemiosło ciesielskie i pracował jako najemnik rolny. Tą przyczyną była ziemia, która w pojęciu każdego syna Izraela jest pojęciem sakralnym, wyobrażającym początek, egzystencję i koniec człowieka, trzy etapy życia ludzkiego uświęcone i ustalane rozkazem Boga. „W pocie oblicza twego będziesz jadł chleb, aż wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty, bo prochem jesteś i w proch się obrócisz” — napisane jest w Księdze Genesis. Początek z ziemi i powrót do Ziemi jest tajemniczym misterium, w którym zarówno narodziny, jak i śmierć są atrybutami macierzyństwa. Rodzimy się z matki i wracamy do Wszechmatki — jak nazwał ziemię Jeszua ben Syrach. Bóg, wypędzając człowieka z raju, rozkazał, aby „uprawiał ziemię, z której został wzięty”, czyli mówiąc innymi słowy — uczynił wszechmacierzyństwo ziemi świętą dziedziną twórczej pracy człowieka. W tych zamiarach praca na roli w pocie czoła staje się aktem pokuty za grzech pierworodny, nieustannego oczyszczania się człowieka, ofiarą składaną Bogu. W apokryficznych Testamentach Dwunastu Patriarchów czytamy: „Chylcie swój grzbiet do uprawy ziemi i poświęcajcie swoje siły pracy na polu”. Jeszua ben Syrach pisał: „Nie miej odrazy do żmudnej pracy i do uprawy roli, której Twórcą jest Najwyższy”. Według Talmudu babilońskiego Katubot Illa i Midrasz Genesis rabba (rozdział 13) ziemia jest ołtarzem Boga, a żmudna uprawa ziemi wypełnieniem obowiązków kapłańskich. Wydaje mi się, że dla Jezusa praca na roli w środowisku biednych najemników, nieoświeconych am-haareców, ludzi pokrzywdzonych, była podobnie jak chrzest w wodach Jordanu pod wyciągniętymi dłońmi Jana Chrzciciela, podobnie jak pokorne poddanie się kuszeniu szatana na pustyni, jeszcze jednym obowiązkiem ofiarnym, jaki wziął na siebie Bóg-Człowiek dla zaświadczenia przed ludźmi swojego prawdziwego, niepokalanego Człowieczeństwa. Albowiem „jak żona jest uzupełnieniem mężczyzny, tak ziemia jest uzupełnieniem człowieka” — twierdzi tradycja mędrców żydowskich. Jezus chciał udokumentować swój związek z ziemią. Bóg chciał być Synem Ziemi. Najbiedniejszym z najbiedniejszych.

 

Saul, pierwszy król Izraela został do działania powołany od pługa, gdy orał ziemię ojczystą. Misterium Boże zbudowane jest na zasadach nieubłaganej logiki i konsekwencji, i płynie wartkim nurtem jak rzeka podziemna, niewidzialna dla ludzkiego oka. Koryto tej niewidzialnej rzeki, ukrytej głęboko pod powierzchnią naszej rzeczywistości biegnie zakosami, meandrami, serpentynami, ale zawsze we właściwym kierunku i nieomylnie zmierza do celu, o którym niewiele lub nic nie wiemy. W każdym razie tylko tyle, ile Bóg z powodów tylko Jemu wiadomych raczy odsłonić przed zdumionymi oczami człowieka. Nie jest przypadkiem, że pierwszy król Izraela Saul, który otworzył królewski cykl historii narodu wybranego, był najemnikiem rolnym idącym za pługiem, a ostatni król Izraela, Jezus z Nazarethu — Melech Ha-Jehudim — Rex Judeorum — Basileus to Ioudaion — był najemnikiem rolnym, orzącym ojczystą ziemię Galilei. Tym sposobem, przez Chrystusowy pot, trud i pracę utwierdził się jeszcze raz nierozerwalny związek Boga ze świętą ziemią, z Jego ołtarzem, na którym sam siebie ofiarował dla zbawienia całej ludzkości. (Roman Brandstaetter, Jezus z Nazarethu t.1-4, Wydawnictwo M.